czwartek, 11 marca 2010

Co mi dziecię zmalowało..

No i mam za swoje.
Zawsze bardzo się dziwiłam problemom wychowawczym co niektórych mamusiek. Mówiąc krótko nie potrafiły ujarzmić swoich pociech, które to niepodzielnie sprawowały rządy nad rodzicami uskuteczniając niezrozumiałe dla mnie zabawy. Chociażby takie bazgranie po ścianach. Gdy przychodziła im ochota, to z wielką fantazją ozdabiały ściany ołówkiem, długopisem, kredkami, czym popadnie i gdzie popadnie. Jakoś nie mogły sobie przyswoić zasady, że rysować można tylko na kartkach papieru.  Papier je najwyraźniej nie kręcił... a mamusie jakoś do tego nie mogły swoje pociechy przekonać. Jedna nawet wyglądała na zadowoloną z takiego stanu rzeczy i rozgłaszała teorię, że jej synek to najwidoczniej przyszły artysta i juz na etapie wczesno- przedszkolnym kreatywność go rozpiera. Byłam zgorszona ... a jej synek jakoś na artystę nie wyrósł ;)
Moje dzieciaczki natomiast nie miały problemów żadnych z zaakceptowaniem papieru do swoich artystycznych poczynań. Jakoś za mało twórcze chyba były, bo nie przyszło im do głowy aby po ścianach bazgrolić. Więc cieszyłam się niezmiernie jak to mam dobrze wychowane potomstwo. Oczywiście moja zasługa ;)
Życie jednak uczy pokory. Minęły beztroskie lata moich starszaków (Hani i Tomka) i nagle naszła ich ta niesforna przypadłość. Okazało się, że malarstwo ścienne to jakiś obowiązkowy etap w życiu naszych dzieci. Muszą przez to przejść niczym przez choroby zakaźne wieku dziecięcego. I czym szybciej je zaliczą tym lepiej, bo łagodniej przechodzą, a i mniej powikłań się zdarza. Niestety Hania chyba zbyt późno złapała tą zarazę, bo do dnia dzisiejszego jej nie przeszła, zamieniając się w stan chroniczny. No i teraz mam z nią trzy światy, bo jej organizm domaga się co jakiś czas powierzchni pionowych, na których musi sobie pobazgrać.
Jakieś dwa tygodnie temu miała kolejne zaostrzenie objawów. Matczyne serce zmiękło i oddało jej do dyspozycji kolejne metraże ścian. Cóż począć z taką, jak musi!
Zmalowała mi dwa murale.
 Pierwszy "atak" ;) złapał ja na korytarzu. Tu chciała sprawić mi przyjemność, bo narzekałam na niesforną zimę i ptaszków mi się zachciało. No i mam teraz ptaszki ... 

Po przewróceniu koszyka z ptaszętami moje dziecko zgłodniało i zachciało jej się owoców. Do sklepu daleko, więc wkroczyła do kuchni i machnęła trochę witaminek.


No i mam na jakiś czas spokój... do następnego zaostrzenia objawów tej choroby natynkowej.
A wszystko zaczęło się gdzieś na początku liceum. Ni z tego ni z owego moje dziecię poczuło nieodpartą chęć nadrobienia zaleglości z dzieciństwa  i pomalowania sobie po ścianie. Co się odwlecze, to nie uciecze -najwyraźniej to prawda. Zachciało się córci fresku na ścianie swojego pokoju. Pisałam o tym tutaj.
No i jak spróbowała, to teraz nie może przestać. Wciąż jej mało i wciąż ma apetyt na kolejne ściany. Co to będzie jak mi ich zabraknie???

W podobnym wieku i Tomek złapał wirusa tej choroby (przełom podstawówki/ liceum). Ale w jego przypadku obyło sie bez powikłań. Choroba jego miała charakter bardzo łagodny. Skończyło się na incydentalnym malowidle, które zdobiło parę lat jego pokój. Niestety nie mogę znaleźć zdjęcia ukończonego motywu.


...no i została mi jeszcze Kasia. Ta tez w dzieciństwie była grzeczniutka i do głowy jej nie przychodziło ustrajać ściany, pomimo, że już miała kogo naśladować.  Niebezpiecznie szybko jednak zbliża się do wieku kiedy jej rodzeństwo padło ofiarą wirusa. Chyba juz powinnam zacząć się bać...


środa, 10 marca 2010

Rachunek sumienia ... z wyróżnienia.

W ostatnich dniach doznałam kolejnych zaszczytów w formie przyznanych mi licznych wyróżnień.
I tak:
od Amelii z konwaliowego bloga


 od Iwony Rutkowskiej    
od DEZEAL  
Kaprysa



Skłamałabym gdybym powiedziała, że nie sprawiły mi przyjemności wielkiej.
Wiadomo każde wyróżnienie jest bardzo dowartościowujące. W końcu to miłe, że zostaje się wybranym spośród tak wielkiej ilości wspaniałych blogów, To miłe, że Ktoś uznał cię za wyjątkową osobę a Twój blog za inspirujący i wartościowy.  Po prostu miło być docenianym. I z tym się chyba wszyscy zgodzą.

Wyróżnienia jednak mają swoje zasady, którym wypada sprostać. 
Ostatnio, kiedy na czas nie "odebrałam" przyznanego mi wyróżnienia z powodów totalnego braku czasu i mocnego "zakręcenia" , sprawiłam komuś, kogo notabene bardzo cenię i lubię, przykrość, do czego  ta osoba się przyznała. Nie chcę żeby to się powtarzało.
Wymogiem wyróżnień jest wytypowanie kolejnych nominacji.
I tu zaczynają się schody. 
Jest już późno, godzina trzecia nad ranem szczerzy do mnie swe zębiska, więc nie będę się rozpisywać a jedynie odeślę Was do przemyśleń  ELISSE  
Kiedy czytałam tego jej posta nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że są to dokładnie moje przemyślenia.
Od dawna temat wyróżnień sprawiał mi kłopot. Notorycznie łamałam zasady i przekazywałam  przyznane mi wyróżnienia wszystkim blogom, które obserwuję. W końcu, myślałam, umieszczając je w moim pasku bocznym dokonuję juz wyboru tych, które chcę obserwować. Próby wyłonienia tych zasługujących na znaczek wyróżnieniowy kończyły się fiaskiem. 
W końcu jednak uznałam, że postępuję nie fair jeżeli sama z przyjemnością przyjmuję wyróżnienia a dalej nie przekazuję ich imiennie. To pewnego rodzaju egoizm- myślałam ... i ostatnio postanowiłam stanąć na wysokości zadania i zastosować się do ogólnie panujących zasad w tyn temacie. 
Ponieważ zagubiłam się w ilości przyznanych znaczków i nie bardzo wiedziałam jak mam się z nich "rozliczyć", postanowiłam stworzyć nowy. Długo się zastanawiałam nad odpowiednim projektem, tak, żeby miał  wyjątkowy wydźwięk, jeżeli miałam wybierać spośród tylu wspaniałych. 
I wymyłśiłam jak mi się zdawało odpowiedni.


Tworzenie ostatecznego wyglądu tego symbolicznego wyróżnienia okazało się jednak niczym w porównaniu z dokonaniem wyboru tych dziesięciu "NAJ"... i kiedy juz puściłam w świat to moje autorskie wyróżnienie, zamiast ulgi, że oto w końcu zrobiłam tak jak trzeba, doznałam ogromniastego kaca, bo zdałam sobie sprawę, że zbyt wiele blogów pominęłam. 
Tak czy inaczej temat wyróżnień stanowi dla mnie problem, szczególnie kiedy zaczynają być przyznawane hurtowo w ilości i częstotliwości.
Mam nadzieję, że nikt się nie poczuje urażony... ale jakoś mi to się mocno kojarzy z obwieszonymi "klatami" komunistycznych generałów, szczególnie tych radzieckich :/
Zdecydowanie popieram Elisse, bo i dla mnie wyróżnieniem najlepszym są Wasze komentarze, w których odnosicie się do tego co pokazuję i o czym piszę. To dla mnie najbardziej namacalny dowód na to, że to co robię podoba się wielu moim gościom i dla nich właśnie warto dalej poświęcać swój czas by zamieszczać kolejne wpisy i dzielić się swoją twórczością. Tak naprawdę to właśnie komentarze sprawiają, że blog żyje. Że nie ma się wrażenia iż pisze się do przysłowiowej ściany.
Mam nadzieję, że nikt nie poczuje się urażony i zrozumiecie moje intencje kiedy za Elisse powtórzę : NIE PRZYZNAWAJCIE MI WIĘCEJ ZNACZKÓW WYRÓŻNIENIOWYCH!
A żeby rozchmurzyć trochę nastrój  przekazuję wszystkim tym, którzy doceniają moje blogowe poczynania
namiastkę wiosny, której tak bardzo wszyscy jesteśmy stęsknieni.



--------------------------------------------
Post scriptum   (9 godzin później)
Cieszę się, że mój post spotkał się z takim przyjęciem. Kiedy go pisałam, obawiałam się, że mogę być źle zrozumiana i poczytana za osobę co najmniej dziwaczną ...może zadzierającą nosa... Daleko mi do takich, jednak nawet ryzykując takie opinie zdecydowałam się szczerze przedstawić swój punkt widzenia w tym temacie, bo temat wyróżnień coraz bardziej mnie męczył. Okazuje się, że więcej osób myśli podobnie jak Elisse czy ja. Po raz kolejny przekonałam się, że czasem warto odważyć się iść pod prąd, żeby pozostać sobą.
Najbardziej mi się spodobała spontaniczna Reakcja Bestyjeczki . Dziewczyna usiadła i zaprojektowała kilka banerków (dla każdego coś ładnego), które jasno deklarują stosunek do wyróżnień. Chętnie skorzystam z jej projektów i umieszczę taki banerek w pasku bocznym, żeby było wszystko jasne.
Dziękuję Ci Bestyjeczko! :)

niedziela, 7 marca 2010

Świeże jaja i odgrzewane kotlety

Dokonałam chyba poważnego odkrycia. Nie wiem dlaczego do tej pory świat nauki do tego nie doszedł. To wielce niezrozumiałe dla mnie. Otóż moim skromnym zdaniem wszystko wskazuje na to, że nasza Matka Ziemia niespodziewanie zaczęła szybciej kręcić się wokół własnej osi. Wiruje coraz szybciej, co mnie zaczyna poważnie niepokoić. Oczywiście wszystkie zegary świata przyśpieszyły również. Niby doba ma wciąż 24 godziny, ale to już nie są te same godziny, które dawniej kroczyły dostojnie w spokojnym tempie andante i trwały tyle co trzeba. Świat oszalał... a ja z tego powodu mam ciągłą niewyróbkę... bo jakoś mój organizm nie chce przyśpieszyć ...  Moje plany na kolejne dni są notorycznie niedotrzymywane, a ja się frustruję z tego powodu, bo zwykle dotrzymuję słowa...nawet dawanego sobie. Jeśli kiedyś robiłam sobie plany na kolejny dzień, to musiały one być odhaczone. Teraz przykładając głowę do poduszki planuję sobie jak zwykle listę do odhaczenia kolejnego dnia ... i co? i pstro! (mówiąc delikatnie)
Często nawet  w połowie plany są niewykonane!!! Z dnia na dzień zaległości się spiętrzają a ja popadam w czarną rozpacz. Co się dzieje do jasnej anielci! (mówiąc delikatnie)
...Czy może ja już dziadzieję??? :o  (!)
No tak, niby duchem jestem wciąż młoda...i to jeszcze jak! :))... ale przecież  latka lecą, licznik niepostrzeżenie bije na moją niekorzyść. To fakt.  Może w moich codziennych planach powinnam założyć jakąś poprawkę. :/ ...jeżeli nie na mój coraz poważniejszy wiek ;), to na ten coraz szybciej wirujący świat w którym doba już tylko z nazwy ma 24 godziny. Bo tak naprawdę czas bezwzględny tych godzin się skurczył.
A jakie są Wasze spostrzeżenia w tym temacie? Jak tam z Waszym czasem, czy nie zasuwa zbyt szybko??? Czy Wasze zegary też tykają jakby szybciej??? ...czy to tylko moja przypadłość ;/

Tymczasem święta Wielkanocne przybliżają się wielkimi krokami i oczywiście mam wrażenie, że w jakby szybszym tempie. To już nie andante. To zaawansowane moderato, a może nawet allegro.
Nawet moje gęsi przyśpieszyły. Dają z siebie wszystko ;) i niosą się na potęgę.
Oto świeże jajeczka.


W wersji wiszącej z nieśmiałymi ażurkami.  W końcu wiertareczce dałam szansę się powiercić ;) A już miałam obawy, że zardzewiała obrażona.


I w wersji  niedziurawej ;) 


Białe gęsi kolorami gardzą. To nie w ich guście. One znoszą bardziej stonowane jajeczka w przeróżnych kombinacjach.
Na białym tle z końcówkami biżuteryjnymi


I bez dodatków
Tutaj w wersji z tłem ecru

A teraz przyszedł czas na zapowiedziane w tytule odgrzewane kotlety.
Jaja zdobione przeze mnie w poprzednich latach.


... no nie chcę Was zanudzić, więc na dzisiaj może wystarczy. 

Na koniec jeszcze chciałabym zaprosić chętnych do mojej pracowni :) 
Jeśli ktoś chciałby samodzielnie ozdobić jaja na swój wielkanocny stół, a nie zna techniki decoupage, to chętnie podzielę się swoją wiedzą. Zapewniam wszystkie potrzebne materiały i miłą atmosferę :)
Preferuję kursy  w niewielkich grupach (do 4-ech osób) lub indywidualne.
Zainteresowanych kursem proszę o kontakt drogą mailową  na mój adres  myszasul@gmail.com

Życzę Wszystkim odwiedzającym mojego bloga udanego tygodnia ze zwiastunami wytęsknionej wiosny :)

poniedziałek, 1 marca 2010

Marcowe candy

Żeby dotrzymać słowa i ogłosić moje kolejne comiesięczne candy, jak zapowiadałam, pierwszego dnia miesiąca, zmuszona jestem pisać krótko i węzłowato. Wszak północ tuż tuż.
Tym razem w świat wyprawię białą, koronkową gąskę i jajo z tegoż gatunku.



Zestaw można by rzec świąteczny, dlatego losowanie zwycięzcy odbędzie się wyjątkowo nie ostatniego dnia miesiąca a trochę wcześniej, tak, żeby przesyłka zdążyła dotrzeć przed świętami i ozdobić wielkanocny stół. Myślę, że jeśli termin losowania wyznaczę na ranek 29 marca, to jest duża szansa, aby poczta zdążyła dostarczyć gęsie słodkości na czas.
Zasady zabawy takie same jak w poprzednim miesiącu. Czyli udział w losowaniu brać będą komentarze z całego miesiąca. Warunkiem uczestnictwa jest umieszczenie informacji o moim candy z podlinkowanym zdjęciem (wyżej pokazanym ) w pasku bocznym swojego bloga.
Osoby nie prowadzące bloga również mogą brać udział w zabawie. Podobnie jak to było w poprzedniej edycji. W pierwszym etapie wylosuję jeden z marcowych postów.  A następnie spośród komentarzy wylosowanego posta wyciągnę jeden, którego autor zostanie właścicielem prezentowanych słodkości.
Życzę dobrej zabawy.

niedziela, 28 lutego 2010

Finał lutowego candy

Ostatnie minuty lutego upływają w umiarkowanym tempie z prędkością 60min na godzinę. I dobrze.
Czas zatem najwyższy aby przedstawić wszystkim zainteresowanym wyniki lutowej zabawy. Zabawy, której formuła troszkę została przeze mnie zmieniona, przez Was zaakceptowana, i co było dla mnie miłym zaskoczeniem -bardzo często komplementowana. Znaczy się, będzie kontynuacja zabawy w kolejnych miesiącach :)
A tymczasem spieszę donieść, że  losowanie opiekuna prawnego dla zakochanej parki królików zostało zakończone kilka minut po 23-ej. 
W komisji strzegącej prawidłowość losowania zasiadł sam pan Królik, w roli sierotki -wybranka jego serca :)
W pierwszej turze wylosowali szczęśliwy post, który przeszedł do tury drugiej.
Okazało się, że w lutym napisałam 6 postów, więc za maszynę losującą posłużyła kostka, która w nie jednej grze brała udział. Puszczona w ruch zatoczyła duży krąg i zatrzymała się pokazując dwa oczka.

Dwa oczka przypisane były do drugiego z kolei (w porządku chronologicznym) wpisu.
Tak więc wszystkie komentarze wpisane pod postem pt. "Gąski, gąski do domu!..." przeszły do drugiej tury.

...i spośród nich sierotka wylosowała szczęśliwy los.


Mam zatem zaszczyt ogłosić wszem i wobec, że opiekunką parki długouchych została .... (tu werble ) ....



Mamajudo -przyjmij moje gratulacje! ...i obowiązki wynikające z adopcji ;))
Jesteś zobowiązana stworzyć króliczkom cichy, ciepły kąt i sympatyczną atmosferę. One w zamian odwdzięczą się Tobie miłym towarzystwem i dobrą aurą. Będzie Wam dobrze razem. Jestem tego pewna :))
Żebym mogła wyprawić ten duecik w podróż, proszę o kontakt mailowy na mój adres:  myszasul@gmail.com i podanie adresu gdzie mają się zameldować wyżej wymienieni państwo Króliczkowie.

Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i zapraszam do kolejnej zabawy już niebawem. Bardzo niebawem ;)