poniedziałek, 9 listopada 2009

Rozmnażanie królików



Jak wszystkim wiadomo króliki mają duże możliwości rozrodcze. Nic dziwnego więc, że mnożą się na kolejnych blogach na potęgę ;)
"Wylęgły" się też u mnie. Miot nie za wielki -tylko jedna parka, ale na początek wystarczy :)
...już szykują się do świąt...




wtorek, 3 listopada 2009

Misie ... zawsze podobały mi się



Bardzo długo czekały w kolejce aby z marzeń się urzeczywistnic.
Cóż, moja lista "ambitnych" , a czasem szalonych planów jest przydługawa. I wciąż się niebezpiecznie wydłuża. Wiem już , że nie zdążę wszystkich projektów zrealizowac ...
W każdym razie nuda mi nie grozi ;)
Misie chodzą za mną już parę lat ... w końcu wzięłam je na warsztat.



Jako pierwszy urodził się Misiu Zdzisiu -nagroda dla Kasi za to, że dzielnie zniosła wizytę na fotelu stomatologicznym. Pomna przeraźliwych wrzasków mojej córci podczas ostatniej wizyty (parę lat temu podczas lakierowania mleczaków), wymigałam się z asystowania tej imprezie. Nie wiem czy to jakaś prawidłowośc, ale przynajmniej moje liczne ;) potomstwo w obecności tatusia zawsze wykazywało większy hart ducha i odwagę. Uznałam więc, że lepiej będzie kiedy oddeleguję Odysa do zaliczenia pierwszej plomby w paszczy naszej małej księżniczki.
Misiu-Zdzisiu w pierwszej wersji miał byc pocieszycielem torturowanej Kasi... ale niespodziewanie stał się nagrodą, bo się okazało, że córcia była niezwykle dzielna -przecież była z tatusiem :)
Z nieśmiałością wręczałam jej mojego wytworka, bo to oczywiste, że jej ocena w tym temacie  jest dla mnie najcenniejsza.

 
Reakcja jurorki w zupełności mnie usatysfakcjonowała. Zdzisiu stał się jej ulubieńcem :))
...a ja rozochocona zabrałam się za kolejną sztukę -już trochę większych rozmiarów.

Matylda -miała byc sympatyczną i rezolutną misią.Właściwie taką jest... choc bywa i humorzasta.
Na początek nie chciała zaakceptowac Zdzicha, że niby taki zwykły, flanelowy. No, krótko mówiąc, nie podobał jej się.
Potem podczas sesji odmówiła współpracy, bo ... roznegliżowana pozowac nie będzie. Starania Zdzicha aby nie chowała się za swoimi łapkami na nic się zdały.





Nie było rady - musiałam usiaśc do maszyny i wymodzic jej jakąś kreację. 


Od razu zmiękła ;) i zrobiła się milutka ...na tyle,że nawet Zdzisiowa flanela ją już nie razi.



A ja już wiem, że to nie ostatnie moje słowo w temacie misiów ;)

czwartek, 29 października 2009

Zaraziłam się...

...ech ta jesień. Wieczna szaruga. Chmurno, durno, nieprzyjemnie... powietrze aż ciężkie od paskudnych wirusów. Zaczęły się choróbska. Moja Kasia pierwsza poległa. Tydzień walczyliśmy sprawdzonymi babcinymi sposobami. Udało się. Odysa też zmogło, ale nie dał się zapuszkowac w domu, bo to człowiek czynu i cackac się z sobą nie będzie. Krótka piłka -antybiotyk. A ja się trzymałam dzielnie. Wirusy z powietrza mnie się nie imały.
...tymczasem zaatakowała mnie niespodzianie zaraza z przestrzeni wirtualnej. Wirus serduszkowy. Tak więc i mnie choroba dopadła. Niestety na nią nie działają ani domowe sposoby, ani antybiotyki. Mam nadzieję, że to incydentalna dolegliwośc i w przewlekłą chorobę się nie przeobrazi.
A oto objawy wirusa serduszkowego ;)
Zaczęło się klasycznie, zaczerwienieniem...




Kolejny rzut odczułam bardziej dotkliwie ...wszystko przez tą złota nitkę. Przezcież juz to przerabiałam i obiecałam sobie: nigdy więcej wyszywania złotą nitką! Robota głupiego. Wciąż się plącze i rwie. Ale jakieś licho mnie podkusiło i zachciało mi się ozdobic patchworkowe serduszka złotym łańcuszkiem.  No i klęłam na czym świat stoi i ...wyszywałam.


Wszystkich odwiedzających mojego bloga pozdrawiam serdecznie :)
...ciekawe czy ktoś ode mnie się zarazi??? ;)

czwartek, 22 października 2009

Aukcja dla Grzesia


Grzesia zna już wiele z nas.
Chłopczyk ten potrzebuje naszej pomocy w walce z autyzmem. Ma duże szanse poprzez intensywną rehabilitację stawac się coraz bardziej samodzielnym. Dokładniejszych informacji o nim przeczytacie na jego stronie .
Pomóżmy mu.
Ja również postanowiłam dorzucic "parę groszy" do skarbonki Grzesia i zasilic jego aukcję na Allegro.
Z moich prac wybrałam haftowany obrazek o świątecznej tematyce. Mam nadzieję, że znajdzie nowego właściciela :)

sobota, 17 października 2009

Zdążyłam...


...wszystko przez Jaśmin ...i dzięki niej ;)
Był już późny wieczór, kiedy odwiedziłam blog mojej forumowej koleżanki. Kolejny jej wpis dotyczył Międzynarodowego Dnia Walki z Rakiem Piersi. Niby wcześniej natknęłam się już na podobne na innych blogach, ale zaprzątnięta swoimi walkami [...] uciekałam od tematów innych choróbsk...
I do końca nie wiem dlaczego ten wczorajszy wpis Asi poruszył mnie.To był impuls. Przeleciało mi przez głowę, że powinnam jednak przyłączyć się do tej akcji... ale jak mam zdążyć wymodzić coś do jutra ...a przede wszystkim co mam wymodzić???
I dostałam olśnienia. Pomysł przyleciał lotem błyskawicy.
Symbolem całej akcji jest różowa wstążeczka.
Wstążeczka....haft wstążeczkowy ...uśmiechnęłam się pod nosem. No, może w końcu uda mi się ... Od ponad trzech lat mam nieustanny apetyt na spróbowanie tej techniki. Nagromadziłam już "trochę" przeróżnych wstążeczek. Nabyłam książkę... tylko jakoś zabrać się za to nie mogłam, podobnie jak za wiele innych technik, które czekają sobie cierpliwie w przydługawej kolejce moich planów i zachciewajek.
Zabrałam się więc do dzieła.
Niezła zabawa. Ze trzy godziny poświęciłam na "wprawki". Szybko się przekonałam jak wiele możliwości drzemie w tych zwykłych wstążeczkach. Po drodze powstał projekt. Początkowo chciałam wyszywać tylko różowymi ..., ale stwierdziłam, że dodanie zielonego koloru jest jak najbardziej wskazane. Przecież to kolor nadziei... nadziei na zwycięską walkę.
... i powstało o trzeciej nad ranem serduszko wstążeczkowe :)



zdjęcia robione o w/w trzeciej nad ranem :/ ... z lampą i z klejącymi się oczętami.
Nie miałam wyjścia, bo dzień cały będę poza domem, a przecież musiałam zdążyć z tym wpisem na finał akcji :)




poniedziałek, 12 października 2009

Wyróżnienia ...powodem zawstydzenia


Jeszcze ciepłe wyróżnienie od Ani Jednoskrzydłej wprawiło mnie w lekką konsternację. ...bo prawdą jest, że od dłuższego czasu kompletnie nic nie robię :/
Niby wrzuciłam na bloga relację z Barcelony ...ale prawie z miesięcznym opóźnieniem. Tymczasem kolejny miesiąc mija, a u mnie kompletna posucha, cisza... bo w dołek "se" wpadłam i spowita marazmem, nasłuchuję gdzie mnie boli. A boli... :/
Już parę razy powtarzałam sobie, że w garść czas najwyższy się wziąć ...ale kończyło się na słowach. Nie lubię siebie takiej. Och, jak bardzo!
...więc wyróżnienie od Ani potraktowałam jak kolejny dzwonek i ostatnie koło ratunkowe... bo takie wyróżnienie chyba też zobowiązuje. Dlatego dziękuje Ci Aniu wyjątkowo pięknie za tak pięknego motywacyjnego kopa.

Przy okazji winnam też podziękowań za wcześniej przyznane mi wyróżnienia, które otrzymałam od blogowych koleżanek podczas moich wakacyjnych wojaży.



Dziękuję Jolince za to piękne wyróżnienie


i ciepłe słowa.


Domma79 jeszcze w sierpniu wysłała do mnie taki tytuł.

Sprawiłaś mi ogromną przyjemność.

...również mam przeświadczenie, że powinnam podziękować Penelopis , co niniejszym czynię. Przeczytane kiedyś Twoje słowa były dla mnie wielkim wyróżnieniem... mimo, że nie udało mi się wówczas "zareagować"

Dzisiejszy mail zza Wielkiej Wody stał się przysłowiową kropką nad "i" -dzięki Kasju.
Nie miałam wyjścia, wzięłam siebie "na dywanik" , zadałam kilka (w sumie retorycznych) pytań i wyciągnęłam wnioski: najwyższy czas zabrać się za coś konstruktywnego ...przerwać ciszę...

...i mam zamiar dotrzymać słowa :)

A tymczasem pozdrawiam wszystkich gorąco, na przekór tego, co się dzieje teraz za oknem.

czwartek, 24 września 2009

Barcelony wspomnienia...



...czas się reaktywowac. Muszę jakoś się pozbierac i stawic czoła rzeczywistosci ...wszak wakacje się skończyły..., a ostatni ich przystanek był mocnym akordem.
Chciałabym właśnie powspominac Barcelonę... ale przyznam, że się boję.
Uprzedzam więc na początku. Będzie to wpis jedynie dla wytrwałych... a to z powodu ilości fotek, które tu wrzucę. Słowo daję, że się mocno starałam, żeby tą ilośc ograniczyc. Dziś wiem jedno, że muszę w przyszłości na spuście migawki zamontowac jakąś blokadę, która studziłaby mój nieokiełznany palec wskazujący, mocno nadużywający ten przycisk.
Nie przyznam się, ile zdjęc zrobiłam... wystarczą mi opinie mojej kochanej rodzinki. Dośc powiedziec, że mój laptop parokrotnie odmawiał mi przyjęcia kolejnej porcji "dokumentacji" i musiałam na bieżąco robic czystkę. I tak zostało zbyt wiele... bo tak się trudno rozstac...
Przepraszam więc co niektórych za "przynudzanie"(mimo, że wybrałam na bloga jedynie maleńki procencik), a wytrwałym gratuluję siły charakteru i ...dziękuję za towarzyszenie mi w spacerku po tym przepięknym mieście ;)

Na Barcelonę zostaliśmy niejako skazani, bo po przepłynięciu 14 515 mil morskich (26 881 km) zmustrowaliśmy właśnie w tym porcie. Uznaliśmy, że grzechem byłoby ze statku jechac od razu na lotnisko. Wszak między tak odmiennymi środkami lokomocji wypada odpocząc. Zabawiliśmy więc w stolicy Katalonii cały tydzień. Zameldowaliśmy się w hotelu przy samej Las Ramblas. Jest to szeroki bulwar spacerowy (długości ponad 1km), tętniący życiem niemalże 24 godz na dobę. Za dnia nieustannie płynie po niej tłum turystów. Jest tu gwarno i kolorowo. Każdy odcinek Rambli jest charakterystyczny i niepowtarzalny. Swoje miejsce mają i sprzedawcy wszelkiego ptactwa, stragany z kwiatami,pamiątkami i rękodziełem, malarze sprzedający swe obrazy, portreciści, i artyści niezwykle biegle posługujący się techniką malowania farbami w spray-u. Przy tych ostatnich gromadziły się tłumy. Rzeczywiście powstawanie takiego obrazu było efektowne, jednak jak dla mnie jest to proces zbyt mechaniczny i wyuczony.
Niekwestionowaną atrakcją Rambli są rzeźby -"cudaki", które siłą mamony wrzucanej do kapelusza ożywają i wykonują jakieś pląsy, straszą spacerujących albo jedynie wyrażają zgodę na pozowanie do zdjęc.



Na całej długości deptaka pełno jest kawiarni/ restauracji z ogródkami. Nie polecam -ceny znacznie wyższe niż za przysłowiowym rogiem.
Jest tu też sławny rynek Mercat de la Boqueria [polecam! :) ] To prawdziwy róg obfitości. Stragany uginają się pod smakowitymi owocami, warzywami, mięsem, owocami morza i innymi frykasami.



Muzeum figur woskowych prezentuje głównie wielkich Hiszpanów



A po obu stronach tej osobliwej alei wznoszą się kamienice i pałace, wybudowane w XVIII wieku przez bogate rodziny. Imponują elegancją i przepychem.


Architektura Barcelony oczarowuje i zadziwia. Zaskakuje doskonałym współistnieniem postępu i tradycji. Przyznaję się. Chodziłam ze zwieszona szczęką. Rzecz jasna najbardziej "zapowietrzał" mnie Gaudi. Jego geniusz uwieczniony w wielu budowlach zachwyca. Jaką fantazję musiał posiadac ten człowiek by tworzyc tak niezwykłe,nowatorskie projekty, i odwagę by z taką determinacją je realizowac.
Do bardzo charakterystycznych budynków należy z pewnośią CASA BATLLO połyskująca niebieskozielonymi mozaikami. Mówi się, że budowla przedstawia św. Jerzego i smoka. Wszystko faluje i migocze.

CASA MILA zwana przez wielu kamieniołomem jest jedną z wizytówek Barcelony. Jest udostepniany dla zwiedzajach. Najwyższe piętro zostało całkowicie odrestaurowane i urządzone w stylu lat z początku XX wieku. znajduje się tam też interesująca wystawa o życiu i twórczości Gaudiego.


Gaudi zadbał o to, aby nie można było w tej budowli znaleźc żadnych linii prostych. Poświęcał uwagę każdemu szczegółowi. Płyty przed tą kamienicą są również jego projektu.

Z niezwykłą fantazją kute balkony często sprawiaja wrażenie koronkowej roboty.
Osobliwą budowlą jest Pałac Guella. Guell był przyjacielem i mecenasem Gaudiego. To on finansował wiele "szalonych" projektów architekta.
Wnętrze tego pałacu ponoc jest naprawdę osobliwe. Niestety, nie mogłam sie o tym przekonac, ponieważ trwają tam prace remontowe. Ozdoby fasady, kunsztowna konstrukcja z wijącego sie metalu są zapewne przedsmakiem tego co mieści sie w środku.


Nieopodal Rambli turystów i mieszkańców przyciąga PLACA REIAL z licznymi kawiarenkami i restauracjami oraz Fontanną Trzech Gracji. Nie trudno sobie wyobrazic, że po tym właśnie placu przechadzali się bohaterowie "Cienia wiatru".


Kierując się dalej w głąb od Rambli trafimy do przepięknej starej dzielnicy BARRI GOTIC.
To labirynt uroczych, ciasnych uliczek
Spacerując przyjemnie zacienionymi uliczkami co jakiś czas możemy podziwiac "kolejnego" św. Jerzego walczącego ze smokiem. To patron Katalonii, dlatego w wielu punktach miasta zauważymy ten powtarzający się motyw.


Niemalże w centrum tej starej, średniowiecznej dzielnicy została wzniesiona gotycka katedra poświęcona św. Eulalii, która mając 13 lat zginęła śmiercią męczeńską w czasie ostatnich prześladowań chrześcijan przez Rzymian.

Przed katedrą znajduje się niewielki dziedziniec z krużkankami, fontanną i stawkiem, po którym pływa 13 gęsi (symbolizuja wiek patronki). Podobno pochodzą w prostej linii od starożytnych gęsi rzymskich…mówi się, że gdyby ktoś je usunął, przestałaby istnieć i katedra, i Barcelona.

Z wieży (na którą wjeżdża się windą) można podziwiac dachy Barcelony.


A jak do tematu świątyń doszłam to oczywiście nie mogę pominąc najbardziej niezwykłej.

SAGRADA FAMILIA.

To od niemal 130-tu lat wciąż plac budowy, która ma się zakończyc w 2026 r w setną rocznicę śmierci Gaudiego.
To niewątpliwie najdoskonalsze dzieło Antonia Gaudiego. Esencja jego stylu. Gaudi planował dopracowac i ozdobic każdy milimetr budowli.


Oddał się całkowicie temu projektowi. Żył jak pustelnik w baraku, na placu budowy, odmawiał przyjmowania wynagrodzenia i żebrał żeby tylko móc posuwac budowę kościoła. Kiedy został potrącony przez tramwaj nikt go nie rozpoznał. Dopiero następnego dnia okazało się, że to sławny architekt. Parę dni później zmarł.
W założeniu architekta sama konstrukcja budowli miała przypominać jeden, wielki organizm.
Fasady kościoła przedstawiają życie Jezusa od narodzin aż do śmierci.


Świątynia pełna jest symboliki chrześcijańskiej: spośród 18 docelowych wież (narazie ukończono 8), 12 odnosi się do apostołów, 4 nieco wyższe do ewangelistów, 2 najwyższe - do Maryi i Jezusa.
Po ukończeniu budowy będzie najwyższym kościołem na świecie - 170m, teraz najwyższe wieże mają jedynie 112m.


Piękne widoki można podziwiac z wieży fasady Narodzenia (windą). Pierwsze zdjęcie w moim wpisie -panoramę Barcelony, również zrobiłam z tej wieży.

PARK GUELL


powstał na życzenie wspomnianego wcześniej przyjaciela Gaudiego, zauroczonego angielskimi "miastami-ogrodami". W zamyśle miał byc osiedlem dla bogatej burżuazji. Na terenie 20 hektarów miało stanąc 60 domów otoczonych zielenią. Niestety projektu tego Gaudi nie ukończył. Zdołano zbudowac zaledwie trzy domy. W jednym z nich zamieszkiwał architekt zanim nie przeprowadził się w pobliże Sagrady Familii


Obecnie mieści się tam muzeum Gaudiego, gdzie podziwiac mozna przedmioty należące do artysty i meble, które podobnie jak jego budynki, nie znają linii prostych.
Park jest miejscem niezwykłym. Spacerując fantazyjnymi ścieżkami, pomiędzy baśniowymi kolumnami, figurami i mozaikowymi ławkami możemy stwierdzic niejakoby namacalnie jak twórczą wyobraźnię miał ten człowiek.
Tuż przy wejściu stoją dwa domki, dla których inspiracją miała byc bajka o Jasiu i Małgosi

Ścieżki spacerowe to coś w rodzaju stalaktytowych grot i arkad.


Spacer po tym trochę nierealistycznym miejscu pozostawia niezapomniane wrażenia.


TIBIDABO - kolejna atrakcja Barcelony.
To najwyższe wzgórze otaczające Barcelonę, u którego podnóża znajduje się spokojna i elegancka dzielnica z pięknymi budynkami a czasem i osobliwymi.
Ponad stuletni niebieski tramwaj (jakby czas się zatrzymał) wciąż jeździ do Tibidabo. Są to autentyczne stare pojazdy z drewnianymi siedzeniami, które z piskiem i zgrzytem pełzną ku górze.

Kiedy wysiadłam z tramwaju zobaczyłam naprawdę bajkowy widok na całe miasto.


Potem, równie zabytkową kolejką udaliśmy się jeszcze wyżej. Na samym szczycie tego wzgórza piętrzy się kościół Najświętszego Serca.



...a tuż obok niego znajduje się jeden z najstarszych na świecie parków rozrywki.
Oprócz wiekowych atrakcji trącących myszką, oczywiście są tu również współczesne karkołomne konstrukcje zapewniające nadprodukcję adrenaliny. Wszystkie zlokalizowane są na kilku poziomach wokół szczytu i połączone alejkami i ogródkami. Właśnie to posadowienie na zboczu góry daje niesamowite wrażenia.
Ja jednak zachwycałam się tymi najstarszymi -retro (czyżby z racji mego wieku?)


Jak zaczarowana stałam przed poczciwą karuzelą z konikami i oczu nie mogłam oderwac od starszego siwego jegomościa, który z niezwykle błogą miną pokonywał kolejne okrążenia na swym rączym rumaku. Ciekawiło mnie czy to jest jego kolejny tu powrót po latach?... ilu???



Wracamy do miasta.
W Barcelonie jest wiele punktów widokowych, z których można podziwiac panoramę.
Chociażby 60-ciometrowa KOLUMNA KOLUMBA zdobiona z wielkim przepychem.


Maleńką windą można wjechac na taras widokowy. Widoki oczywiście zachwycają, szczególnie przy pięknej pogodzie.
Tak prezentuje się port jachtowy spod stóp wielkiego odkrywcy.


Wieczorem, ten sam port z poziomu bulwaru.
...i oto dotarliśmy do ostatniego dnia naszego pobytu w tym magicznym mieście.
Popołudnie i ostatni wieczór postanowiliśmy spędzic na wzgórzu MONTJUIC.
Jest tam naprawdę wiele atrakcji, ale ograniczę się do dwóch.
POBLE ESPANYOL
można by się pokusic o stwierdzenie, że to Hiszpania w pigułce. Na niewielkim obszarze wybudowano z okazji światowej wystawy w 1929r. ponad 100 budynków. Każdy z nich pokazuje arcyciekawą i zróżnicowaną architekturę całej Hiszpanii. Tak więc można tu znaleźc rynek (Plaza Mayor), budynek siedziby władz miejskich,kościół, klasztor a także stojące przy uroczych uliczkach i placach domy, w których mieszczą się warsztaty, sklepy lub restauracje.
W warsztatach pracują rzemieślnicy przeróżnych profesji i można do woli przyglądac się ich rękodziełu oraz zakupic oryginalne pamiątki.
Szczególnie sympatycznie jest tu wieczorami.
Czas wyjątkowo szybko uciekał... jak to ostatniego dnia.
Zapadający zmierzch dał nam sygnał do opuszczenia tej klimatycznej wioski. Chcieliśmy jeszcze zdążyc na koncert magicznych fontann FONT MAGICA.
Można się rozmarzyc.

Spektakle te odbywają się przy różnych gatunkach muzycznych. Mi najbardziej odpowiadała muzyka poważna, choc i trochę lżejsza, również świetnie dopełniała tą świetlisto-wodną choreografię.
Opuszczaliśmy to magiczne miejsce kiedy wybrzmiała do końca "Barcelona" (Freddie Mercury & Montserrat Cabballe)
Uznaliśmy, że to świetny finał naszej przygody w Barcelonie.

p.s.
...uffff!, nie wiem jak Wy, ale ja się tym spacerkiem zmęczyłam i za chwilę pewnie zasnę kamiennym snem... jak ta, w Poble Espanyol ;)


halooo!, czy ktoś tam jest?.. czy ktoś w ogóle wytrwał do końca???
Wiem, że przegięłam :/ Gdzieś w połowie Odys stanął nade mną i stwierdził, że już wtedy przesadziłam. -Przecież nikt tego nie będzie oglądał! Ludzie wymiękną-stwierdził bezdusznie ... pewnie miał rację... ale co miałam zrobic, jak mnie poniosło. Wiem, że lepszy jest niedosyt od przesytu, ale hamulców zabrakło :/ (i w tym momencie płone wstydliwym rumieńcem)
Obiecuję, że już nigdy więcej to się nie powtórzy.