Jestem cała w skowronkach :)Dzisiaj już wiem, że na bank jadę znowu do Odysa :)) by razem przemierzac morza i oceany. No, lekko przesadziłam -zaledwie jedno morze i jeden ocean... ale tak naprawdę to dla mnie nie istotne. Ważne, że znowu uda nam się przechytrzyc surowe reguły tego nietypowego zawodu. Największą ceną jaką się płaci w pracy marynarza jest rozłąka z najbliższymi. Nie jest lekko. Ale gdy tylko nadarza się okazja bez namysłu pakuję manatki i cała szczęśliwa mustruję na jego "łajbę" :) ... żeby byc razem :))
Minęło niespełna pięc miesięcy od mojej ostatniej wyprawy z Odysem do Brazylii... a już kolejna mnie czeka. Cieszę się jak mała dziewczynka i nastrajam się do podróży. Oglądam zdjęcia. Wracam do tamtych miejsc, tamtych klimatów...i już słyszę szum fal i widzę bezkres oceanu... i zapierające dech w piersiach zachody słońca



...a taki widok z "okna" miałam najczęściej

...rybka (!) nie chciała słuchac moich życzeń -odfrunęła zołza jedna
...ptaki -zapowiedź zbliżającego się lądu








...ach, jak przyjemnie stąpac po twardym gruncie



...a i ten widok cieszył kiedy stopy nacieszyły się lądem ;)
















