Nie mam zielonego pojęcia jak się uporam z tą przeprowadzką. Myślałam, że zrobi to za mnie mój pierworodny, ale synek nie jest zachwycony moim pomysłem zmiany adresu bloga (uparcie twierdzi, że powinnam zostać w WordPressie), więc jakoś nie może znaleźć dla mamusi czasu. Nie ma rady, muszę "zakasać rękawy" i sama rozszyfrować to nowe miejsce, bo właśnie tutaj chcę stworzyć swoją wirtualną przystań.
Mimo wszystko uśmiecham się kokieteryjnie pod nosem, bo stwierdziłam, że nie ma tego złego coby na dobre nie wyszło - gimnastyka umysłu dobrze mi zrobi ;)
...a więc do dzieła! Dzisiaj spróbuję przenieść post inauguracyjny ze "starego" adresu ...a może coś więcej?
środa, 20 maja 2009
niedziela, 17 maja 2009
Finał porcelany
Ostatnia odsłona białej porcelany. Poprawiłam linię koronki przyszywając ją ręcznie. Ramy ostatecznie nie zmieniłam. Zostałam przy pierwszej wersji.
I oto tak się prezentuje.

Nie znalazłam jeszcze dla tego haftu odpowiedniego kawałka ściany. Nacieszy więc moje oczy jakiś czas stojąc na kominku a potem podzieli los innych -powędruje do przepastnej szafy, oczekując “swojego czasu”.
…chyba odpocznę sobie jakiś czas od krzyżyków. Moja niespokojna dusza ciągnie mnie do innych technik.
I oto tak się prezentuje.

Nie znalazłam jeszcze dla tego haftu odpowiedniego kawałka ściany. Nacieszy więc moje oczy jakiś czas stojąc na kominku a potem podzieli los innych -powędruje do przepastnej szafy, oczekując “swojego czasu”.
…chyba odpocznę sobie jakiś czas od krzyżyków. Moja niespokojna dusza ciągnie mnie do innych technik.
Etykiety:
Haft
czwartek, 14 maja 2009
Moja Hania w akcji…


Mój zięć wyjechał na parę dni w świat (w celach naukowych) i dzięki temu córcia zatęskniła do mamusi. Wprowadziła się więc na ten czas do mnie, ku mojej radości… tym większej, że mogłam ją znowu widzieć “w akcji”. Uwielbiam patrzeć jak maluje. Macha sobie ręką w te i wewte a spod jej pędzla wyłaniają się obrazy. Jakiś czas temu zamówiłam u niej malowidło scienne przedstawiające Marię Magdalenę, na podstawie rzeźby Gian Lorenzo Berniniego -włoskiego rzeźbiarza baroku.

Dzieło ukończone a ja szczęśliwa, bo kiepsko się czułam po bardzo trudnej decyzji zniszczenia w czasie remontu poprzedniego obrazu ściennego w wykonaniu Hani (fragmentu z Kaplicy Sykstyńskiej -Sibil Delfickiej, Michała Anioła). Zostało po nim już tylko zdjęcie.
Etykiety:
Inne
niedziela, 10 maja 2009
Niepewność...
Zapraszam w gościnne progi mojego atelier.
Wciąż mam wątpliwości gdzie zapuścić korzenie... mam nadzieję, że za jakiś czas, kiedy oswoję się z tym blogowym światem, dowiem się czego chcę... i gdzie rzucę kotwicę.
Wciąż mam wątpliwości gdzie zapuścić korzenie... mam nadzieję, że za jakiś czas, kiedy oswoję się z tym blogowym światem, dowiem się czego chcę... i gdzie rzucę kotwicę.
Porcelany odsłona czwarta

Porcelana ukończona. Przyznam się bez bicia, że zdążyłam nawet ją oprawić (bo ja z tych co w gorącej wodzie kąpani). Niestety dzisiaj dokonałam aktu dewastacji i wyjęłam moją pracę z ram. Razem z upływem czasu coraz mniej mi się podobała, a poza tym stwierdziłam, że muszę przeszyć koronkę, no bo też coś mi zgrzyta. Cała ja! Może to wina pogody -jest dzisiaj za oknem paskudnie.
Zadanie dodatkowe wykonane. Na zdjęciu oprócz akcesoriów do wyszywania umieściłam: pitą (…całkiem spokojnie…) trzecią kawę , małe co nieco i najważniejszy niezbędnik dla mnie - nośniki muzyki! Bez niej nie wyobrażam sobie mojego życia.
Etykiety:
Haft
środa, 6 maja 2009
Kopyt czar…
Zatęskniłam do decoupage-u.
Na warsztat wzięłam kolejne szewskie kopyta. Mam do nich słabość. Zachwycam się ich idealną formą… a niby to tylko odwzorowanie stóp.
Jakiś czas temu napielgrzymowałam się do pracowni szewskich. Obeszłam chyba wszystkich szewców w Gdyni i nie tylko. Niestety okazało się, że w dzisiejszych czasach mało kto się bawi w robienie butów. A szkoda. Chciałoby się zanucić: “dziś prawdziwych szewców już nie ma…” Najczęściej słyszałam -pani, tego już dzisiaj się nie używa!, ludzie wolą kupić gotowe, bo taniej,.. Kiedy od jednego usłyszałam, że właśnie miesiąc temu robiąc porządki wyrzucił do pieca cały worek starych kopyt, o mało bym zawału nie dostała.
Ale w końcu na własnej skórze przekonałam się, że kto szuka ten znajdzie! Znalazłam prawdziwego szewca, co to buty robi. Starszy, siwiutki pan uległ moim wdziękom (hi,hi) i zechciał podzielić się ze mną swoim zbiorem kopyt. A wszystkie ze swoją historią, ze śladami świetności zakładów szewskich. Sito niezliczonej ilości dziur -śladów po gwoździach jest dowodem jak wiele par obuwia powstało na nich. Wspaniałe jest to, że praktycznie każda para ma inny kształt. Jedne są drobne, smukłe, niczym dla Kopciuszka. Inne większe pod mocne stopy jego sióstr… Są kopyta pod buty dla panienek i gospodyń i postawnych kawalerów… z ostrymi noskami, albo łagodnie zaokrąglonymi, albo kanciaste… do wyboru, do koloru, choć wszystkie niby tylko drewniane.
Ale żeby doprowadzić je do stanu nadającego się do nadania im nowego życia w nowej zdecupażowanej szacie, przyznam, musiałam wiele potu wylać. O ile prostsze byłoby zakupić w jakimś sklepie internetowym nowiutkie kopyta. Szkopuł w tym, że jakoś mi się te nowiutkie nie podobają. Czy to wina tylko kształtu, czy może brak duszy…historii??? Zdecydowanie wolę się pomęczyć.
Zanim te, nad którymi teraz pracuję będą gotowe do pokazania, upłynie trochę czasu. Powrócę więc do kilku moich wcześniejszych. Na początek pierwsze z pierwszych.

a tak wyglądały przed liftingiem, po paru już zabiegach (sklejanie, szpachlowanie)
i kilka z pozostałych par, które ozdobiłam.




…a tymczasem wracam do szlifowania :)
Etykiety:
Decoupage
niedziela, 3 maja 2009
Porcelany odsłona trzecia
Przyszła pora na trzecią odsłonę wspólnie wyszywanej porcelany. Mam za sobą już wszystkie krzyżyki. Zostały tylko do wyszycia kontury, potem pranie i można będzie oprawiać w ramy.Tym razem zadaniem dodatkowym, wymyślonym przez szefową zabawy, było umieszczenie na zdjęciu naszej pracy rekwizytu w temacie wyszywanki, a wykonanego z akcesoriów krawiecko-hafciarskich. Podobnie jak Maja zrobiłam filiżankę … no, dokładniej filiżaneczkę. Wykonałam ją z naparstka, do którego z pasmanterii dokleiłam uchwyt a podstawką jest guzik. Naparstek aż się prosił, żeby nalać do niego łyk herbaty.

Dzisiejszy dzień spędziłam wyjątkowo sympatycznie …a to za sprawą Mai, która odwiedziła mnie ze swoją rodzinką. Specjalnie dla nich zamówiłam do trójmiasta piękną pogodę.
Oczywiście na “dzień dobry” porównałyśmy zaawansowanie naszych haftów. Ponieważ Mai zabrakło do wykończenia nici nr 762 chciałam ją poratować swoją. Jakież było nasze zdziwienie kiedy okazało się, że odcienie tych samych nr-ów różnią się. Nigdy bym nie pomyślała, że to jest możliwe. Dziwię się do tej pory! ???
I jeszcze chciałabym się pochwalić prezentami, którymi obdarowała mnie moja serdeczna koleżanka. :)

Torbę oczywiście wykonała własnoręcznie. Inicjał jest przepiękny. A za szycie należą się oddzielne fanfary, ponieważ “nasza szefowa” dopiero poskramia urządzenie zwane maszyną do szycia.

Porcja lawendy ma zmobilizować mnie do uszycia woreczka zapachowego. Oj, Maju, ty to masz sposoby na mnie!

Z całą pewnością woreczek uszyję a tymczasem wypełniłam pachnącymi suszkami wanienkę, o której kiedyś marzyłam. I dobra wróżka Maja, spełniła moje marzenie. Dziękuję Ci za wszystko! :)
Kategoria: Haft | 7 Komentarzy | Edytuj
Etykiety:
Haft
Subskrybuj:
Posty (Atom)

