Dzisiaj osłupiałam, bo nie dość,że moje gąski się wykazały piękną produkcją, to okazało się, że i kaczki drewniane, które bezproduktywnie stoją sobie w kuchni od paru lat, teraz najwidoczniej zapatrzyły się na swoje kuzynki i też im się zachciało ;)
No i mam jaja w brązach od brązowych kaczek. Nie błyszczą się jak porcelana, bo powierzchnia ich jest matowa, niemalże aksamitna. Niezwykle przyjemne w dotyku.
A kaczki same nie mogą wyjść z podziwu nad swoimi owocami ;)
Kolejne jajeczka, już nie w brązach a w moich ulubionych szarościach. To trochę powtórka z rozrywki, bo w ubiegłym roku robiłam podobne, jednak bez dodatków biżuteryjnych i wciąż nie wiem które lepiej się prezentują. Podobnie jak te wyżej są wykończone w głębokim macie. W tej kwestii też trudno mi się zawsze zdecydować. Bo o ile te z połyskiem są może bardziej wytworne, sprawiające wrażenie delikatnej szlachetnej porcelany, to te matowe mają w sobie w zamian szlachetną naturalność i są niezwykle przyjemne w dotyku.
Mówiąc krótko: i to kusi i to nęci ;)
A na koniec 100%-owa powtórka z rozrywki.
Pracowicie wstawiając nowy towar jajeczny do mojej GALERII- sklepiku również zamieściłam część ubiegłorocznej mojej produkcji.
I na koniec jeszcze tercet, który darzę wyjątkowym sentymentem.
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i ciepło ...pomimo mroźnego znowu dnia.




















































