piątek, 14 listopada 2014

Żywopłoty -zawróciły mi w głowie


foto z pinterest.com
Taki piękny żywopłot mi się marzy.
A że marzeniom trzeba pomagać... więc zakasaliśmy rękawy i przystąpiliśmy do akcji "nasz żywy płot"
Zacząć wypadało od znalezienia odpowiednich sadzonek.Bynajmniej nie chodziło nam o tuje, które ostatnimi czasy prym wiodą wzdłuż i wszerz polskich nieruchomości. Przyznaję, że niewielki pasek zdążyliśmy i u nas zasadzić parę lat temu. Nie interesowałam się jednak wtedy ogrodami prawie w ogóle.
A kiedy zaczęła się moja ogrodowa przygoda, i na mojej drodze spotkałam Kasię B., to temat żywopłotu kojarzyć się mi mógł już tylko z liściastymi krzewami. 
Co prawda, nie zielenią się przez cały rok jak wyżej wspomniane tuje... ale nie koniecznie musi to być minusem. Właśnie dzięki temu widok za oknem się zmienia razem z porami roku. Nie jest nudno :) Raz cieszy nas zielona ściana, która jesienią potrafi się pięknie przebarwiać a zimą na pierwszy plan wychodzi rysunek poplątanych gałęzi, który np. w przypadku grabu jest naprawdę piękny. A krzewy kwitnące (np głóg) dodatkowo czarują wiosną chmurami kwiatów,  jesienią zaś czerwienią się jadalnymi owocami. Nie sposób nie wspomnieć o lokatorach takich żywopłotów, bo wiele ptaków znajduje w nich schronienie i pokarm.
To tak w wielkim skrócie o zaletach żywopłotów liściastych.
...a więc zdecydowaliśmy się ogrodzić nasz warzywniak ścianami głogu i grabu. Znalezienie sadzonek jednak okazało się nie takie łatwe.  Bo albo były za drogie, albo za małe, albo ilość nam potrzebna okazywała się dla sprzedawcy zbyt wielka...
Ręce mi opadały. Kiedy w końcu trafiłam na odpowiednie, to się okazało, że szkółka nie prowadzi sprzedaży wysyłkowej, a znajduje się, bagatela,  550 km! od nas. Jednym słowem klops!
Ale nie dla mnie ;) Co prawda Odys popukał mi w czoło, kiedy usłyszał, że może byśmy tak sobie zrobili malutką wycieczkę?  ;) ...no, ale ja tak szybko się nie poddaję ;))
Ma się tą siłę przekonywania ;) 
 Tym sposobem, w ostatnią niedzielę października, skoro świt, wyruszyliśmy w drogę. Hura! W końcu jakieś małe szaleństwo ;)...
Szczęśliwie dojechaliśmy do celu. Ku zdziwieniu Pana ze szkółki, upchnęliśmy 350 sporych i mocno kolczastych sadzonek głogu do samochodu.


Zrobiliśmy "w tył zwrot" i ...do domu. Przyznacie, niezły spacerek -1100 km w jeden dzień. Ale co się nie robi dla ... sadzonek ;)
A po krótkiej nocy od rana zabraliśmy się do sadzenia.
Pas ziemi pod żywopłot, wcześniej wyplewiony i przyprawiony obornikiem, czekał już gotowy na przyjęcie krzaczków.


Praca na świeżym powietrzu, pod bezchmurnym niebem, na dodatek w sympatycznym towarzystwie ;) to czysta przyjemność :))
Sadzonki sadziliśmy w odległości 25cm od siebie. Najpierw jeden rząd. A potem drugi z przesunięciem tak, żeby się wymijały.



Może nie przypomina to imponującego żywopłotu. Ale to tylko kwestia... paru lat z okładem ;)
Ogród uczy cierpliwości.  Z całą pewnością.
Przed nami jeszcze wyściółkowanie  pasa świeżo zasadzonych  krzaczków.


Tymczasem na wiosnę będę musiała go "ostrzyc" skracając go solidnie. No nie wiem, jak ja ten zabieg przeżyję. A przecież jeszcze te bidne sadzonki to muszą przeżyć ;)
Głogiem obsadziliśmy 3 ściany warzywniaka, a czwarta, ta od sąsiada będzie ozdobiona żywopłotem z grabu.
W sumie w ciągu tygodnia posadziliśmy 750 sadzonek.
400 sadzonek grabu przyjechało do nas pocztą kurierską w ...jednym kartonie.  Po otwarciu okazało się, że były to, zupełnie nierozgałęzione jeszcze badylki. 
Na pociechę dumnie szeleściły zasuszonymi listkami, mocno trzymającymi się tychże badylków. Grab tak już ma, że liście utrzymują się często aż do wiosny, kiedy wypierają je nowe, młode


Te mizeroty też oczywiście na wiosnę skrócę...
...a potem bacznie obserwować będę jak będą się rozkrzewiać i piąć w górę. 

  foto z:  lopezislandkitchengardens.wordpress.com
 I kto wie, może czeka mnie taka przyszłość?... ;)

zdjęcie ze strony:  http://boardgamegeek.com

Temat żywopłotów wciągnął mnie na maksa.  Nocami myszkuję w necie w poszukiwaniu informacji i inspiracji. I czym bardziej zagłębiam się w temat, tym bardziej nie mogę zrozumieć dlaczego żywopłoty wciąż są u nas tak mało popularne. Są praktyczne, pożyteczne i ...piękne. 
 Chronią glebę przed erozją (niszczeniem zewnętrznej warstwy na skutek warunków atmosferycznych jak i działalności człowieka), zmniejszają prędkość wiatru, zwiększają wilgotność powietrza, ograniczają przemieszczanie się szkodliwych związków chemicznych z pól nawożonych pestycydami, są zaporą dla spalin samochodowych, jednocześnie oczyszczają powietrze.
Są też konkurencyjne dla typowych nowoczesnych ogrodzeń poprzez swoją długowieczność. Raz zasadzone mogą przetrwać kilkaset lat. Zalet jest znacznie więcej.
Nie wszystkie są oczywiste dla laika, ale przecież ich urodę potrafi docenić każdy.
Nadają ogrodom charakteru a dzieląc je na przestrzenie,  dodają im tajemniczości, kameralności i wyjątkwości.

źródło: pinterest
źródło: pinteest
źródło: pinterest

źródło: pinterest
Puszczając wodze fantazji można wyczarować z nich prawdziwe cuda.

źródło: pinterest
źródło: pinterest
źrodlo: |http://carolyneroehm.com
źródło: pinterest

źródło: pinterest

...ale zejdźmy na ziemię i zostawmy smoki i inne stwory na boku, bo bardziej mnie kręcą prostsze formy żywopłotów. Prostsze i bardziej tradycyjne. 

http://www.shropshirehedgelaying.co.uk/competitions.php
Niezwykle ciekawym sposobem prowadzenia żywopłotów jest tzw "kładzenie"ich -jest to bardzo stara sztuka, która obecnie w Anglii odradza się m.innymi dzięki stowarzyszeniu "National Hedgelaying Society"  które organizuje kursy tego rzemiosła.
Również Karol, książę  Walii propaguje tą sztukę ogrodniczą.

nataliepace.com/newsletters/members/906/906bottom.php
Na zdjęciu, Książę Karol podczas "kładzenia" żywopłotu na swojej ekologicznej farmie (Home Farm Estate)
W dzisiejszych czasach typowe żywopłoty formowane przycina się co roku (nawet kilka razy w roku), często przy pomocy coraz bardziej wymyślniejszych maszyn. 
Natomiast dawniej formowało się je co kilka, a nawet kilkanaście lat, praktycznie z dużych wyrośniętych już krzewów-drzew.
Formowanie to polegało na nacinaniu 3/4 pnia (wcześniej oczyszczonego z przeszkadzających gałęzi) u podstawy i naginaniu ich pod kątem (0-45 stopni) 
Takie mocne nacinanie prowokuje roślinę do tworzenia nowych odrostów, które przeplecione z odgiętymi gałęziami tworzą bardzo ścisły "mur". Ślady po cięciach zabliźniają się bez szkody dla rośliny.
http://www.inspirationgreen.com/hedge-laying.html

Wydaje się nieprawdopodobnym, że tak mocno nacięte pnie mają siłę na odrodzenie. A jednak to działa.
http://www.inspirationgreen.com/hedge-laying.html
Na dodatek efektownie wygląda. Tak bardzo przaśnie.
Korci mnie aby kiedyś wypróbować tej sztuki w swoim ogrodzie. Czy będę miała odwagę?
 Jak pożyjemy, to zobaczymy ;)... bo żeby "położyć" żywopłot,  wpierw trzeba dać mu kilka lat na  podrośnięcie. Mam więc trochę czasu ;)
Inaczej ma się sprawa ze sztuką "plecenia" żywopłotu. 
Buszując w poszukiwaniu informacji w interesującym mnie ostatnio temacie, natrafiłam na prawdziwą perełkę. Przedruk oryginału książki wydanej w 1844 roku, na temat żywych płotów z głogu białego. Musiałam ją mieć!


Autorem jej jest Jerzy Schenka, który w czasach rewolucji francuskiej (1792-1815) przemierzając austriackie prowincje, Włochy, Francję i Niemcy zachwycał się urokiem pięknie plecionych żywych płotów . Doceniając zalety i piękno takich ogrodzeń postanowił przenieść tę pożyteczną modę na grunt Królestwa Polskiego.
Kupił w Drohobyczu (Galicja) grunt miejski, który ogrodził pokazowym żywym płotem. Po 10-letniej pielęgnacji swojego płotu wydał niniejszą książeczkę,  której zadaniem miało być przekazanie wiedzy jak taki płot zasadzić i pielęgnować aby stanowił skuteczną ochronę jak i ozdobę zagród w całym kraju.


Pisze w niej: "Płot ten żywy tak jest dobrym i doskonałym, iż bez przerwy należało by mu czas poświęcić, dopóki by wszędzie, gdzie tylko potrzebne jest ogrodzenie, nie stanęły ściany z głogu białego."


Plecionka ta zawróciła mi w głowie i nie daje spać. Mówiąc krótko mam na nią wielką chrapkę.
Trochę odstrasza mnie tylko 6 pierwszych lat żmudnego prowadzenia tego cacuszka.
Bo efekty chciałoby się mieć jak najszybciej. Niestety z urodziwym głogiem to nie wyjdzie.
Chyba, żeby zdecydować się na plecionkę wiklinową

http://www.inspirationgreen.com/living-willow-hedges.html
 ...ale to nie to samo.
I już mam ochotę rozwinąć temat wiklinowy... a to już byłaby przesada.
Może więc innym razem :)

59 komentarzy:

  1. O, będziecie mieć fantastyczny żywopłot!
    Ja mam u siebie tez liściasty z ligustra i dzikiej róży. Oba jeszcze młode ale czekam z utęsknieniem aż urosną :-)
    Temat wciągający to fakt - mój tata ma z grabu, ma on jakieś 20 lat, jest cudną zielona ścianą, którą ojciec przycina juz na specjalnym podeście-rusztowaniu , a jedna pani w mojej wsi ma z wierzby, taki co się plącze patyki a potem one tak rosną w tej przeplatance , widziałam to kiedyś u Marty Steward, super!
    No niech Wam rośnie szybko i zdrowo!
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nad ligustrem też się przez moment zastanawiałam, ale zwyciężyły ostatecznie propozycje Kasi Bellingham :)
      Dzikia róża jest piękna i pożyteczna, więc pewnie chociaż jeden krzak zasadzę sobie, żeby się cieszyć widokiem i korzystać z owoców.
      A 20-letni żywopłot Twojego taty musi być już imponujący. ech, zazdroszczę. Trzeba być optymistą ;) i wierzyć, że jest szansa na to, że i ja dożyję takiego pięknego grabowego muru.
      Pozdrowienia ślę w Twoją stronę Iwonko.

      Usuń
  2. szacun- siła perswazji nie zna granic ;-) tylko tak sobie wyobraziłam za kilka lat mine Twojego Odysa jak mu mówisz, że teraz to ma brać topór i te sadzoneczki po które przejechał pół Polski ciachnąć na pół ;-(
    Ja osobiście wole żywopłoty mieszane. iglase z iścistymi i korygowane po wysokości jedynie, ale... moze mi sie zawsze zmienić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że już zaczynam przygotowywać Odysa na takie ewentualności. Na razie w żartach... ale wiesz, zawsze żart może się obrócić w poważną propozycję ;)
      Mi się podobają różne formy, ale na coś trzeba się zdecydować. A często przy wyborze zaczynają panoszyć się moje skłonności do porządeczku, tak pod linijeczkę... z matematyczną dokładnością... Czasem aż złoszczę się sama na siebie za to. Ale trudno walczyć ze swoją naturą ;)
      a poza tym też tak mam, że z czasem i mi się zmienia. Ale muszę to poczuć ;)
      Pozdrawiam Cię serdecznie.

      Usuń
  3. Zabiłaś mnie tym wpisem;))), jesteście niesamowici oboje, po sobie wiem do czego uparta kobieta jest w stanie zmusić własnego chłopa, powiem tak - masz podium z I miejscem i złoty medal za taka akcje ;)) ja jestem cienki bolek przy Tobie a w oczach Kalbara uchodzę za mega uparte babsko i ciągle coś wymyślające ;)), niech rośnie ten żywy płot na Waszą chwałę ;))
    buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę Ula, że podobnie mamy z tą babską upartością i ...kombinowaniem ;)
      A wiesz, że po cichu planowałam jeszcze po drodze wpaść do Was na kawkę. To dopiero byłoby szaleństwo. Już, już... sms-a miałam stukać do Ciebie :) ...ale okazało się, że resztki zdrowego rozsądku posiadam jeszcze i pohamowałam paluszki. Bo jednak "parę" kilometrów musielibyśmy dołożyć. Pozostało mi się zadowolić kawkami z przydrożnych lokali ;)
      Ściskam Cie mocno.

      Usuń
    2. o masz Ci los, czyli jesteśmy kwita, ja nie wpadłam do Ciebie będąc w Gdyni a Ty do mnie :)))

      Usuń
  4. Nie wiem tylko, czy po kilku latach Państwa warzywniak nie zostanie zdominowany przez silnie rosnące i potrzebujące jeść krzewy.
    Żywopłoty są żarłoczne ...no i zacieniają .
    Jako ogrodzenia, ozdobne ściany w różnych malowniczych kącikach-OK, ale na obwiedzionym już bukszpanem warzywniaku, zdecydowanie nie.
    I piszę to po baardzo długoletniej obserwacji u sąsiadów , posiadających grabowy żywopłot . Jest piękny, wysoki, dośc szeroko prowadzony, zamieszkały przez mazurki, sikory, wróble, .Latem daje masą chłodu na ulicy, ale z warzyw w jego bliskości sąsiedzi musieli już dawno zrezygnować.
    No i strzyżenie w pewnym wieku nie jest już takie słodkie:)
    Dałam łyżeczke dziegciu?
    Nie...po prostu warto czasem spojrzeć chłodno;), zapaleńcom to i tak głowy nie ostudzi.
    Pozdrawiam
    Mama Muminka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co by nie mówić, to faktem jest, że jestem niepoprawnym zapaleńcem. I mam tego świadomość i zgodę na to, że czasem trzeba przyjąć zimny prysznic... że czasem wybujałe plany i marzenia zostają drastycznie czasem zweryfikowane przez życie. Z tym trzeba zawsze się liczyć. Ale spróbować muszę ( inaczej się uduszę ;) ) i nie poddam się w przedbiegach... najwyżej później ;)
      Żywopłot okalający nasz warzywniak ma docelowo mieć tak ok 160cm, więc nie będzie zacieniał chyba zbyt wiele, szczególnie latem, kiedy słońce wysoko chodzi.
      Takie rozwiązania żywopłotowe nie przeszkadzają w uprawach warzywniaków w Irlandii czy Anglii. Czy to u nas może stać się przeszkodą? Przekonam się na własnej skórze.
      Prawdą jest, że nasza ziemia jest licha i planując warzywniak musimy brać pod uwagę już na starcie, że nie pozostawimy jej tak samej sobie, żeby sama walczyła. Mamy świadomość, że musimy ją zasilać. Kompost, obornik ,chyba będzie na porządku dziennym. A jak pomimo tego będą słabe plony to pewnie z czegoś zrezygnujemy...
      Żywopłot u nas ma za zadanie również chronić rośliny od wiatru. Działka nasza położona jest na wzgórzu i nazywamy je wichrowym, bo często wiatr "urywa" głowy. A warzywa zdecydowanie wolą zacisze.
      Tymczasem bardziej się obawiam jak to będzie w praktyce z wygodą przy pracach ogrodowych z tymi obwódkami. Ale to znowu okaże się w tzw "praniu".
      Jakby co, to żywopłotowe obwódki zafundowaliśmy tylko na połowie warzywniaka. Pozostałe będą typowymi rabatami podwyższonymi. Jeżeli będę widziała wyraźną różnicę w uprawie warzyw, to zawsze bukszpan mogę przesadzić w inne miejsce. Terenu do obsadzeń mam sporo.
      Twój wpis Mamo Muminka, nie potraktowałam jak łyżki dziegciu. A ciekawy inny punk widzenia, za który Ci dziękuję. Bo dzięki takim człek faktycznie zaczyna myśleć "szerzej" ;)
      Pozdrawiam Cię serdecznie.

      Usuń
    2. Penelopo:)
      sama wróciłam do szpalerów bukszpanu, które kiedyś w ogrodzie Babci i Dziadka zdobiły wygracowane ścieżki;)
      Mój dom od 28 lat stoi w ich ogródku, a z bukszpanów musieliśmy zrezygnować zmieniając plany działki. Jednak dwie okazałe bukszpanowe kule przesadzone w czasach wszechobecnego budowlanego bałaganu przetrwały w świetnej kondycji ( notabene teraz wiem, że bukszpan lubi odczyn lekko zasadowy) do dziś i zdobią wejście na kamienne schodki najstarszej skarpy.
      Kibicuję Twoim ogrodowym pasjom, zwłaszcza warzywniakowi, bo trzeba widzieć powszechną niechęć do uprawiania swoich jarzyn. ( Nie opłaca się...)
      I chwała Kasi B i innym blogerkom za pasję, za PRZYWRACANIE kultury:):):):)
      Kobiety to jednak sól ziemi:)!
      Pozdrawiam i życzę nieustającej gorącej głowy, wytrwałości i tego co kobieta ma- gotowości do nowych wyzwań.
      I wspaniałej sałaty na obiad, jędrnej fasolki i wszystkiego co tam sobie zamarzysz:)
      MM;)

      Usuń
    3. Kiedy przeprowadziłam się na wieś, nie mogę się nadziwić tym paranojom. Bo się okazało, że mieszkańcy wsi...jeszcze do niedawna czynni rolnicy, dzisiaj nie uprawiają nawet przydomowych warzywniaków bo... (jak piszesz) im się nie opłaca. Wolą za parę złotych w sklepie kupić. Tylko, że w tym wiejskim sklepie dobrych jakościowo warzyw po prostu nie uświadczysz. Handlowcy chcąc mieć jak największy zysk kupują na giełdach warzywa jak najtańsze co automatycznie powiązane jest z niską jakością. Naprawdę nie mając jak na razie swojego warzywniaka wielokrotnie wychodziłam ze sklepu z tzw kwitkiem... a chciałam kupić np tylko buraki. Jeżeli nawet były na półce, to maksymalnie zwiotczałe tak bardzo, że trudno byłoby je obrać. Czasami przyciśnięta do muru muszę jechać 12km do najbliższego miasteczka, bo tam już dużo łatwiej dostać lepsze jakościowo warzywa. Ot taki współczesny paradoks.
      I żebyś wiedziała, że nie mogę się już doczekać własnej sałty na obiad i jędrnej fasolki ;)

      Usuń
  5. Przepiękne żywopłoty, te wysokie i te niskie, te zwyczajne i te o wybujałych kształtach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również zachwycam się wszystkimi i nie mogę się nadziwić, jak wielka jest ich różnorodność i możliwości upiększania ogrodów.

      Usuń
  6. a ja znając moją niechęć do żywopłotów tujowych i także po latach źle prowadzonych ligustrowych....a co najgorsze małej przestrzeni z przodu domu zdecydowałam się na żywopłot.....a winobluszczu,przeplatanego zimozielonym bluszczem.....pierwsze lata były łysawe...ale teraz:))) widok jesienią osładza wszystko...mnóstwo owoców dla ptasiorków:))...a ponieważ mieliśmy na ulicy malutki pas zieleni-może z 30cm....a właściciele psów uwielbiali beztrosko wyprowadzać na ten paseczek trawki swe psiaki.....kilka lat temu skopałam teren -posadziłam berberysy....kilka drzewek głogu białego-dziś ściana jest wysoko,zwarta,piękna cały rok-i o każdej porze roku inna:)))
    Penelopko będziesz miała cudny żywopłot:))) a za taki wysiłek w jego pracę na pewno się odwdzięczy:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam winobluszcz. Szczególnie jesienią. Mieliśmy go w Gdyni na tarasie. Piął się po porgolach i dalej po murze wdrapywał się do wysokości strychu. Gdybyśmy go nie kontrolowali każdego roku. Zasłoniłby szczelnie całą elewację.
      Przez moment zastanawialiśmy się też nad opcją posadzenia go w warzywniaku na granicy z sąsiadami (zamiast grabu) , bo nie było juz możliwości odsunięcia go od granicznej siatki, a do końca nie jesteśmy pewni jak to będzie z przycinaniem żywopłotu od strony sąsiadów. W końcu jednak trochę nagięliśmy projekt i mamy możliwość (przy wciągniętym brzuchu) przycinać przy siatce od naszej strony.
      Świetnie rozwiązałaś problem z "niekulturalnymi" psiakami i ich właścicielami. Rozwiązanie łączące praktyczność z pięknem. Super.

      Usuń
  7. świetna robota. tak, tylko żywopłoty liściaste i to te gubiące liście, z wyjątkiem bukszpanu oczywiście ;)
    tu gdzie mieszkam najpopularniejsze są żywopłoty tujowe i z laurowiśni, której osobiście nie znoszę. puszczona samopas w kilka lat zamienia się w drzewo. ludzie wybierają te rośliny ze względu na wielkość przyrostów właśnie, przycina się je kilka razy do roku, koszmar. a co do przycinania, które może w pewnym momencie okazać się zbyt uciążliwe, są firmy, które robią to profesjonalnie.
    nie zrażałabym się faktem "żarłoczności" krzewów, można temu zaradzić robiąc wewnątrz żywopłotu podwyższoną grządkę, do której korzenie bukszpanu będą miały ograniczony dostęp. grządki warzywne zasila się co roku, czasem nawet kilkakrotnie, warzywa będą miały co jeść. mam w ogrodzie bukszpanowe zywoplociki, posadzone wzdłuż nich rośliny rosną i kwitną obficie zasilane kompostem i obornikiem. strzyżenie tez nie jest straszne jeżeli nie robi się tego co miesiąc. najbardziej lubię moment gdy na bukszpanie pojawiają się młode, jasnozielone listki, ze strzyżeniem czekam do momentu gdy całkowicie ściemnieją czyli do jesieni nieomalże, wtedy w ruch idą nożyce.
    tnąc bukszpany pamiętaj, ze możesz zrobić z uciętych gałązek sadzonki, wystarczy wetknąć w ziemie i regularnie podlewać. ja kupiłam tylko raz trzy sadzonki bukszpanu a teraz mam kilkadziesiąt metrów żywopłotu.
    akapit o kładzionym żywopłocie bardzo interesujący, zgłębić muszę temat, dzięki za podpowiedz.
    ps. wprawdzie musztarda po obiedzie ale kolo Lęborka jest centrum ogrodnicze prowadzące sprzedaż wysyłkową i ma w ofercie grab i nie tylko http://e-centrumogrodnicze.pl/kategoria/szkolka-drzew---sadzonki-drzew-i-krzewow-z-odkrytym-systemem-korzeniowym/sadzonki-drzew-i-krzewow-ozdobnych-i-lesnych/sadzonki-na-zywoploty-220.html
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szpalery z bukszpanu w warzywniaku- nie mam zastrzeżeń, moja ś p babcia miała takie , zresztą tutaj w łódzkim , każdy kiedyś takie miał.
      Warzywom będzie przeszkadzał żywopłot drzewiasty, zwłaszcza w tak niewielkim ogródku, jaki zaplanowała pani Penelopa, ale to w przyszłości, kiedy bedzie wyższy. Niemniej kiedyś to zastąpi:).
      Zawsze można warzywniak przenieśc na inne miejsce, szkoda jednak uprawianej latami ziemi.
      Mama Muminka

      Usuń
    2. Leloop- mam już za sobą pierwsze eksperymenty z ukorzenianiem bukszpanu. Krotko mówiąc "pierwsze koty za płoty) Na jakieś 700 gałązek, ukorzeniło mi się niecałe 200 sztuk :/ ale takie mizeroty. Już wiem, że popełniłam kilka błędów i będę na przyszłość mądrzejsza, bo nie zamierzam złożyć broni w tej dziedzinie.
      Ukorzeniałam gałązki po ostatnich ostrzyżynach wielkich okazów, które miałam w Gdyni, przywiezionych kilkanaście lat temu z mojego domu rodzinnego. Mają dla mnie wartość sentymentalność i już się umawiam z nowymi właścicielami naszego domu w Gdyni, że w przyszłym roku gratisowo przystrzygę im te "moje" bukszpany za ofiarowanie mi tych ścinków, które znowu będę ukorzeniać. Mam nadzieję, że efekty będą lepsze.
      A z tym centrum ogrodniczym koło Lęborka to niezły zbieg okoliczności. Wyobraź sobie że dokładnie wczoraj, jego właściciel przywiózł nam worki z korą i kiedy zobaczył świeże zasadzenia żywopłotowe, sam zareklamował swoją ofertę. Dobrze wiedzieć, bo w temacie żywopłotów jeszcze nie powiedzieliśmy ostatniego słowa ;)

      Usuń
  8. Wgryzłaś się w żywopłoty z typową dla Ciebie dociekliwością i dzięki Ci za to, bo ja wgryzłam się w Twój tekst, czytałam z wypiekami na twarzy. Też bardzo lubię roślinki liściaste i z autopsji wiem, jak lubią cięcie, to niewiarygodne, ile w nich siły i chęci przetrwania. Inna sprawa, że w pewnym momencie brakuje sił, żeby to cięcie samemu wykonać. W niesamowitym tempie pracujecie, a ogród na pewno Wam się odwdzięczy pięknymi plonami. Serdeczne pozdrowienia zostawiam...tradycyjnie stopy nawozu pod szpadlem życząc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli zaraziłam Cię tematem, to dla mnie sama radość.
      Na polskich stronach za wiele się nie znajdzie ciekawostek w temacie żywopłotów kładzionych. Ale na angielskich jest tego mnóstwo. Wystarczy w wyszukiwarce wpisać hasło "Hedge Laying" i oczopląsy gotowe. Szczęka obowiązkowo opadnięta z wrażenia. Jednym słowem: można się zakochać!
      Ogrodnicze "ahoj!" na Twoje nie pozbawione uroku pozdrowienie :)) Oby tego nawozu nigdy nie zabrakło! ;)

      Usuń
  9. Ty jesteś niemożliwa! O tym, że przejechaliscie tyle kilometrów w 1 dzień juz nie wspomnę, ale żeście to wszystko upchnęli do osobowego samochodu i nikt nie wracał na piechotę, to podziwiam! Jesteś mistrzem pakowania! I choć też słynę z idealnego upakowania samochodu (z wózkiem dziecięcym, (nieskładanym), wanienką, torbami, wałówką i leonbergerem!), to jednak lekcję u Ciebie zacznę brać. ;))
    Trzymam kciuki, abyście się za tych parę lat z okładem na wysięgniku cięli Wasz bujnie zielony żywopłot! :)) Napracowaliście się na medal, podziwiam i chylę czoła! Tak by się chciało wszystko już, teraz, natychmiast, niecierpliwa natura ludzka, a tak jak piszesz ogród uczy cierpliwości i przy okazji dostrzegania piĸęna powolnych zmian. To wielka sztuka w dzisiejszym świecie.
    Ale co najważniejsze, będziecie mieć Wasz niepowtarzalny i zupełnie wyjatkowy magiczny zakątek, bo tylko dzieki lisciastym zywoplotom można uzyskać taka magiczną aurę. ;)
    A co was odwiodło od ligustru, bom ciekawa. ;)
    Pozdrawiam Was ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sukces w zapakowaniu odnieśliśmy dzięki rolce foli "streczowej" Niby byliśmy przygotowani z kartonami i styropianem do zabezpieczenia samochodu przed stratami. Ja z typową babską przekorą dorzuciłam jeszcze tą folię, chociaż Odys zdecydowanie nie widział potrzeby. Ale ja, jakem baba, musiałam postawić na swoim i ukradkiem wrzuciłam za siedzenia. Tak na wszelki wypadek. Na miejscu okazało się, że sadzonki są mocno rozgałęzione i gdybyśmy ich nie omotali mocno tą folią, ledwie połowę byśmy upchali, dodatkową nieźle się drapiąc kolcami.
      Jeśli chodzi o ligustr, to powiem krótko. Kasia B. wybiła mi go z głowy. Nawet już nie pamiętam jej argumentów. Jeśli guru mówi "nie", to nie i już ;)
      Buziaki przesyłam na Dąbrowę :))

      Usuń
  10. Wow! Przejechać 550 km w jedną stronę, żeby kupić sadzonki - jestem pod wrażeniem! Ja całą jesień wybierałam się kupić drzewka owocowe i się nie wybrałam, a kilometrów jest zaledwie około 50.
    Piękne są te żywopłoty, nawet nie mogę się zdecydować który jest piękniejszy. Oby szybko i bujnie urosły Twoje sadzonki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem każdy pretekst jest dobry, żeby "zaszaleć" ;) chociaż troszeczkę ;))

      Usuń
  11. Penelopo, mogłabym napisać referat na temat tego, jak mi imponujesz. Dziś krótkie: CHAPEAU BAS!!! Po prostu czasem mnóstwo słów, to za mało. Ściskam mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Buziaki przesyłam do Krakowa i wciąż czekam na Twoją reaktywację. Mam nadzieję, że to nastąpi kiedyś :)

      Usuń
  12. Zapaleńcy, Szaleńcy, Marzyciele, Realizatorzy - kocham Was!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większej radości nie mogłaś mi sprawić :)))
      Myszowe uściski :*

      Usuń
  13. Pierwszy raz widzę takie kładzione żywopłoty - prawdziwa bajka! Taka leśmianowska, oczerety niemal... a widok nieziemski. Kibicuję waszym żywopłotom ogromnie, poczekamy na efekty:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nimi się zachwycam dopiero od jakichś dwóch miesięcy. I tez mi szczęka z zachwytu opadła :)
      Jeszcze do niedawna nie pomyślałabym nawet, że jakiś żywopłot może rozniecić w człowieku tyle zachwytów i pozytywnej emocji.
      Pozdrawiam Cię serdecznie Kalinko :)

      Usuń
  14. Fantastyczny kładziony żywopłot.
    Bedziesz miała cudowny ogród.
    pozdrawiam jaga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech Jago, żeby tylko zdrowie pozwoliło mi działać... to zrobię wszystko, żeby tak było. Jeszcze trochę łaskawości ze strony Matki Natury tez potrzebuję... bo nie wiem czy sam zapał wystarczy. Wiedzy u mnie tak mało... a czym więcej próbuję zgłębiać temat, tym bardziej dochozi do mnie, jak bardzo jestem "zielona" w tematach zieleni ;)
      Pozdrawiam Cię serdecznie.

      Usuń
  15. Zapowiada się bardzo ciekawie! Jak będzie wszystko rosło w takim tempie jak Ty potrafisz działać, to niebawem będziecie mieć piękny ogród. Pozdrawiam Was gorąco już nie z miasta, a też ze wsi.Tej jesieni wykopałam pierwsze buraczki, marchewkę, pietruchę...Sałata, ogórasy i pomidory z własnego zagonka smakują jak nigdy wcześniej. Trzymam kciuki i zapraszam do nas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak... niebawem będzie pięknie. Tak za cztery, pięć lat :) ...ale czas tak szybko pędzi, a jeśli dodatkowo człowiek nie narzeka na nudę, to te pięć lat minie jak z bicza strzelił ;)
      Twój ogródek już produkuje dobra. Takiemu to dobrze :)
      Pozdrowienia przesyłam ze swojej wsi.

      Usuń
  16. Witam Penelopo,proszę popraw to prostrze:))pssst i usuń mój komentarz:)))Pozdrawiam i gratuluję pasji :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Upssss! Co za obciach! Aż się zarumieniłam ;)
      Dziękuję za tak sympatyczne zwrócenie uwagi :) Doceniam to.
      Komentarzy z zasady nie usuwam. Przynajmniej do tej pory nie miałam takiej potrzeby. W tym przypadku też nie widzę powodu. Cóż, ideałem nie jestem ;) i nie będę się wybielać.
      Pozdrawiam Cię serdecznie i miło mi niezmiernie gościć w swoich wirtualnych progach tak taktownych czytelników.

      Usuń
  17. Niektóre żywopłoty są bardzo piękne.Trzeba jednak włożyć dużo pracy, aby osiągnąć takie efekty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stara to prawda, że "bez pracy nie ma kołaczy" ...ale jaka słodka na koniec satysfakcja ;)
      Czy podołamy? Trudno być pewnym. Spróbować jednak musimy, bo inaczej się nie przekonamy.

      Usuń
  18. Widzę, że zajawka warzywniaka z poprzedniego posta zamieniła się już w piękne grządki. Ogrodowa pasja wciąga niesamowicie, widzę, że i Ciebie nie ominęło :)
    I mi się bardzo podobają żywopłoty liściaste z mieszanych krzewów. Marzy mi się, że jak już zabierzemy się za budowę letniego domku to obsadzę go dzikimi różami, forsycjami, grabami i innymi cudnymi krzewami.

    OdpowiedzUsuń
  19. To prawda, ogród ma w sobie coś uzależniającego. Nigdy wcześniej nie spodziewałabym u siebie aż takiego zapału. Moi dobrzy znajomi też się dziwią i mnie nie poznają. Reakcje ich są naprawdę mocno zróżnicowane. Począwszy od zachwytu, poprzez zdziwienie, na kompletnym niezrozumieniu kończąc ;) ...ale to nie mój problem ;)
    Fajnie, że coraz więcej wśród nas amatorów pięknych liściastych żywopłotów.
    Pozdrowienia przesyłam

    OdpowiedzUsuń
  20. Czołem Penelopo! Mam ci ja chatkę letnią na wsi i szukam roślin do obsadzenia płotu, ponieważ dotychczasowa ozdoba, winobluszcz pięcioklapowy na jesień liście zrzuca i jest łyso! Przeto przydałby mi się żywopłot najchętniej z roślin wiecznie zielonych. Czy możesz mi coś doradzić w tej materii?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ekspertem w temacie żywopłotów to ja jeszcze się nie czuję ;)
      Ale z tego co wiem, to wybór w wiecznie zielonych jest mocno ograniczony. Na pierwszym miejscu stoją iglaki. Bardzo elegancki w swym wyglądzie cis pośredni i... aż nazbyt popularne w naszych ogrodach żywotniki (tuje). Zasadzenie odpowiednich odmian (szybko rosnących i dobrze rozkrzewiających się) gwarantuje nam całoroczną zwartą ścianę, zapewniającą intymność przez cały rok. Od strony ogrodu odpowiednio obsadzone innymi krzewami i kwiatami będzie stanowić ładne tło.
      Z liściastych krzewów natomiast, zieloną ścianę zapewni nam bukszpan. Tylko będziemy musieli długo poczekać na zadowalającą nas wysokość.
      Pozostałe krzewy liściaste, takie jak głóg, grab, buk, berberys czy ligustr nie zapewnią nam szczelnej "kotary" zimą. Ale pozostaje pytanie, czy w letnim domku ważne jest zimowy wygląd? ... natomiast, z pewnością kolczasty głóg, czy berberys zapewni skuteczną ochronę przed nieproszonymi gośćmi w okresach nieużywania przez właścicieli a walorach estetycznych od wiosny do jesieni pisałam już w poście.
      Co by nie mówić, to decyzja obsadzenia działki żywopłotem warta jest przemyślenia.
      Życzę podjęcia decyzji, z których będziesz po latach usatysfakcjonowany.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  21. Do zabawy roślinami doskonale nadaje się wierzba energetyczna, albo samoistnie wtedy robi się zaplecenia różnego rodzaju, altanki szpalery cuda i wianki albo jako wsiewka w rośliny wolniej rosnące aby przyspieszyć efekt. Również kocham ogród :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście wierzba energetyczna daje niesamowicie dużo możliwości w kształtowaniu ogrodowej architektury. Jeśli się ma trochę wyobraźni i ...odwagi, można faktycznie cuda stworzyć. W dodatku w zadziwiająco krótkim czasie. zywotność tej rośliny jest oszałamiająca. Z jednej strony to zaleta... ale wystarczy chwila nieuwagi (odpuszczenie sobie strzyżenia przez rok, czy dwa) i można poczuć się przytłamszonym tą niewinną witką ;)
      Ale zwykle wszystko ma swoje plusy i minusy ;)
      ...i witaj w moich wirtualnych progach ;)

      Usuń
    2. Oj wirtualne Twoje salony robią wrażenie, naprawdę serio serio :) Co do wierzby energetycznej to masz rację przyrosty roczne są tak duże że roczne zaniedbanie kształtowania może być już nieodwracalne, z drugiej zaś strony doskonałe efekty daje połączenie energetycznej z innymi roślinami, na przykład pnącymi. Możliwości jest bardzo bardzo dużo. Swoją drogą podziwiam wycieczkę po rośliny no taaaka wycieczkę :) W przyszłym roku pochwalę się na swoich salonach swoim ogrodem, bo teraz to już jest szaro :)

      Usuń
  22. Przeczytałam u Kasi twój komentarz i przybiegłam czym prędzej zainteresowana bo dokładnie zrobiłam to samo tzn. zasadziłam żywopłot grabowy i głogowy. Żeby było śmieszniej znalazłam tę samą głogową szkółkę i też byłam w stanie jechać ( ode mnie ciut jednak bliżej ) ale udało mi się znaleźć ostatecznie w tej samej cenie jakieś150 km od domu. Jestem pod ogromnym wrażeniem Waszego przedsięwzięcia. Sama też zaczęłam organizować swój nowy warzywnik na dotychczasowej łące. Pracy ogrom ale już cieszy . Zastanawiam się czy sadzić bukszpan bo to jednak zabieranie cennego gruntu pod warzywa ale wygląda świetnie więc chyba odgapię :-).Będę zaglądać jak Wam idzie. Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj :)
      ...to rzeczywiście ciekawe doświadczenie nas spotkało, że w tym samym czasie zakładamy warzywniaki w całkiem w nowym stylu ;)
      Do podobieństw dorzucę jeszcze wspólne imię ;)
      Spodziewam się jednak u Ciebie większych efektów. Ja, żeby nie popaść w destrukcyjne kompleksy po oglądnięciu Twojego ogrodu, zostawiam sobie margines na jakieś niepowodzenia. W końcu frycowe trzeba płacić ;)


      Usuń
    2. No sorki wielkie ,że nic nie zastałaś jeszcze w temacie. Ostatnio mam potworne blogowe tyły bo ciągle coś jeszcze wymyślam w ogrodzie . Póki śnieg nie zasypie to można coś podgonić. Myślę,że Ty robisz bardziej profesjonalnie a ja trochę na huraaaa . Będziemy porównywać :-). Najważniejsze to to ,żeby mieć z tego ogrodowania przyjemność. To kiedyś powiedziała mi Kasia i tego się trzymam. Postaram się szybko coś umieścić chociaż w tym pośpiechu to nawet dokumentacji nie ma zbyt wiele.Pozdrawiam


      Usuń
    3. Absolutnie nie masz za co przepraszać... bo na Twoim blogu jest aż nadto ciekawych postów. Kiedy ja to wszystko pochłonę! Muszę ...choć przebiec się po nich. To co zobaczyłam dotychczas wprawiło mnie w zachwyt. Więc spokojnie, zrób co tam jeszcze uda Ci się w ogrodzie, bo zima już szczerzy zębiska ;)

      Usuń
  23. A te inspiracje żywopłotowe obłędne.

    OdpowiedzUsuń
  24. Bardzo dziękuję za odpowiedź, w zamian rewanżuję się kalendarzem księżycowym,(http://www.rytmnatury.pl/ )
    w którym znajdziesz droga Penelopo kalendarz biodynamiczny bez którego nie może obejść się żaden ogrodnik, oraz kalendarz dom i ogród, oba pozwalające zaplanować swoje prace zgodnie z rytmem Księżyca. Faktem jest, że wybierając odpowiednią fazę możemy wpłynąć na powodzenie naszych wysiłków w ogrodzie np. sadzenie i sianie roślin w czasie przybywającego księżyca, gwarantuje nam, że rośliny przyjmą się i będą silne. Sam korzystam z tej wiedzy, a i do fryzjera zawsze wybieram się w czasie przebywania Księżyca w fazie Panny lub Lwa, co gwarantuje, że włosy będą wyglądać dobrze i odrosną gęściejsze. Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kalendarz księżycowy wydaje mi się niezwykle intrygującą pomocą w ogrodzie. Właśnie przymierzam się do zakupu książek wytrawnej ogrodniczki Marii Thun "Pielęgnacja ogrodu" i "Dni siewu"
      Spodziewam się zajmującej lektury na zimowe wieczory ;) ... a potem praktykowania wiedzy na swoim poletku doświadczalnym ( bo pewnie pierwsze lata mojego ogrodnictwa będą właśnie jednym wielkim doświadczeniem)

      Usuń
  25. Jestem, po prostu, w szoku. Kobieto, jesteś wielka :), a właściwie WIELKA. Trzymam kciuki za całe przedsięwzięcie. A... i coraz częściej zaglądając do Ciebie mam wrażenie, że już dawno zakasowaliście mitycznych Penelopę i Odysa :) w tym, co i jak robicie. Pozdrawiam serdecznie. I chyba wezmę ze wstydu druty do ręki, boć ja przecie nic nie robię w porównaniu z Wami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż rumieńców dostałam od tych pochlebstw ;)
      A druty, to dobry pomysł. Sama sobie obiecuję już od dawna, że powinnam sobie przypomnieć oczka lewe i prawe ;) ... tak jakoś chodzi za mną drutowanie, ale jak na razie wciąż mam jakieś wymówki ;)
      Pozdrawiam Cię serdecznie.

      Usuń
  26. Takie żywopłoty to piękne ogrodzenie posiadłości, choć znacznie bardziej wymagające (pod względem pielęgnacji) w porównaniu do ogrodzeń murowanych, czy modnych teraz ogrodzeń PCV

    OdpowiedzUsuń
  27. Jestem pod wrazeniem !!!! Jestes zdecydowana, konsekwentna i masz dar przekonywania, nie wiem czy mi udałaby się taka sztuczka z mezem mym. Oj, myslałam przez moment, ze Karol Wam pomagał!

    OdpowiedzUsuń
  28. Witaj Penelopo. Chyba pierwszy raz jestem u Ciebie. Dziękuję za inspirację w postaci kładzionego żywopłotu. Przyznam się szczerze że widziałam coś takiego już kiedyś (tylko w sieci niestety), ale sądziłam że to nacięcie na pniu to jakiś błąd czy zaniedbanie, a ty taki szok. Nie wiem czy miałabym odwagę naciąć tak drastycznie tak piękne już rośliny. Chyba muszę poszukać więcej na ten temat.
    A z żywopłotami liściastymi jest tak, że chyba trzeba po prostu do nich dojrzeć.
    Z przyjemnością będę zaglądać i może czasem nawet zabiorę głos :)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń