poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Moje camino...

...od dawna było moim marzeniem. Teraz stało się rzeczywistością.
Niosę do Santiago intencje, szukam odpowiedzi na kilka pytań, muszę się zresetować.
Jeśli ktoś czasem jeszcze do mnie zagląda, to proszę, trzymajcie kciuki,
Po powrocie postaram się zamieścić fotorelację... może parę słów...
A tymczasemu pozdrawiam serdecznie z Porto, od którego rozpoczęło się moje camino do Santiago.


niedziela, 2 grudnia 2018

Lukrować każdy może -warsztaty.

Jak mnie tu dawno nie było :)
Czas przedświątecznych porządków skusił mnie do odwiedzenia i tego miejsca..oj, wymaga ono rewitalizacji ;)
Zdjęcia w pasku bocznym są najlepszym tego dowodem. My z Odysem to może nie... ale dzieci nasze zdecydowanie się postarzały ;)  Dość powiedzieć, że ten najmłodszy skarbeczek, na zdjęciu prezentujący się jako mała, słodka dziewczynka... to dziecię zdążyło się zaręczyć 😳
To już tyle czasu minęło? Naprawdę?
Zdecydowanie więc mój blog domaga się remonciku i odświeżenia szatek. Ale przecież nie zrobię tego teraz, w grudniu, w czasie przedświątecznym.
Ogólnie zawsze jest to okres gorący, wypełniony przygotowaniami przedświątecznymi. Jak zwykle, w tym okresie intensywnie i słodko, jak tylko się da, lukruję pierniki. 😃
I właśnie uznałam, że nadarzyła się okazja, abym podjęła próbę reanimację mojego bloga.
Może ktoś chciałby ze mną polukrować pierniczki świąteczne?


Podczas warsztatów będziemy ćwiczyć zwinność 😃 naszych rąk w posługiwaniu się lukrem królewskim, który wykonamy samodzielnie. 
Pierniczki udekorowane w czasie zajęć zostają własnością uczestników.
Zapewniam wszystkie materiały i produkty potrzebne do lukrowania pierniczków, kawę/herbatę i małe co nieco 🙂
Czas trwania warsztatów - 4 godz.
Liczba uczestników 4-6 osób
Termin - 08.12.2018 godz 9:00-13:00
Miejsce - Miechucino (Kaszuby)
Koszt - 160 zł
Każdy z uczestników otrzyma ode mnie niespodziankę.
Zainteresowanych proszę o kontakt mailowy na adres pracownia@penelopia.pl
A wśród wszystkich, którzy spełnią poniższe warunki do czwartku ( 06.12.2018) do godz 20:00
-wpiszą komentarz pod tym postem i
-udostępnią ten post na swoim blogu

wylosuję zestaw pierników lukrowanych przeze mnie (1 serce + 2 gwiazdki jak na zdjęciu poniżej) i wyślę pod wskazany adres na terenie Polski. 
Zanim rozruszam się na blogu, zapraszam do obejrzenia moich tegorocznych poczynań w temacie lukrowanych pierników na instagramie  https://www.instagram.com/penelopia.pl/

Tymczasem zmykam do... lukrowania 😊 i ...do następnego zobaczenia 
Penelopa

niedziela, 25 marca 2018

Jabłonie, kwitnące jabłonie...

Moja cierpliwość się skończyła... bo ile można czekać na jakieś oznaki wiosny?
Irytacja wzrosła znacznie, kiedy w internecie zaczęły pokazywać się zdjęcia dokumentujące "ślady stóp" pani wiosny.
A u mnie nic. Kompletnie nic! Jeszcze dwa dni temu za oknem mroził mnie widok wszechobecnej bieli śniegu... a jacyś śmiałkowie spacerowali po tafli jeziora.
Ogród zastygły w zimowym marazmie, rabaty w opłakanym stanie wciąż skute zmrożoną ziemią. Pąki drzew i krzewów ani myślą pękać soczystą zielenią młodych listków.
...no więc postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i samodzielnie zrobić namiastkę wiosny.
Zachciało mi się kwitnących jabłoni :)... no i sobie zrobiłam takie:

 

Z przepastnych szaf wyciągnęłam stare bawełniane prześcieradło i wzięłam się do dzieła.
Technika stara... bo stosowały ją nasze babcie i prababcie umiejące z niczego stworzyć coś pięknego.







i tak krok, po kroku... stare prześcieradło doczekało się swoich pięciu minut ;) 


A starej technice musiała mi towarzyszyć stara melodia... :)

"Świat nie jest taki zły
Świat nie jest wcale mdły
Niech no tylko zakwitną jabłonie
To i milion z nieba kapnie
I dziewczyna kocha łatwiej
Jabłonie kwitnące jabłonie..."


niedziela, 28 stycznia 2018

Serca haftowane lukrem.

Ostatnio, na specjalne zamówienie, wyhaftowałam lukrem ;), dwa piernikowe serca. Ozdobne ciastka miały być sprezentowane na Dzień Babci. Ponieważ jedna z babć kolekcjonuje anioły, tematyka jej pasji na ciastku była mile widziana. Motywem przewodnim serca dla drugiej babci miały być kwiaty.
Trochę czasu mi zajęło znalezienie odpowiednich wzorów i zaprojektowanie ich w przestrzeń serc, tak, aby wszystko jakoś zagrało.
Pierwszy etap - zrobienie w miarę perfekcyjnej, drobnej krateczki, jest dla mnie chyba najmniej lubianą fazą "pierniczenia". Praca żmudna i często niewdzięczna, bo łatwo o zachwianie ręki i wtedy krateczka, będąca tłem motywu staje się nierówna, co nie służy estetyce ciastka.
Inną zmorą tworzenia "kanwy" pod haft, jest rwąca się nitka lukru. Czasem po prostu lubi się urwać ;) ...chyba tak, tylko dla urozmaicenia pracy.
Więc kiedy ten żmudny etap mam za sobą oddycham z ulgą :), bo teraz czeka mnie czysta zabawa.
Jednakże ta "zabawa" wymaga jeszcze większego skupienia, bo najmniejsza pomyłka... zapełnienie nie tej, co trzeba kratki burzy harmonię i czytelność motywu, a poprawki nie są mile widziane :/
...ale w końcu następuje ten moment, kiedy mogę odsapnąć z ulgą po raz drugi ;) A następuje to, kiedy praca jest ukończona.



...a jeśli już jestem przy temacie słodkich haftów, to może jeszcze wrzucę kilka tegorocznych świątecznych pierników. W końcu to ostatni gong, bo zdecydowanie kończy się już czas choinki i ozdób bożonarodzeniowych i kolędowania.
 (Ba!, jako, że dzisiejsze czasy są postawione na głowie, to niektóre sklepy już promują ozdoby wielkanocne - pozostawię to bez komentarza :/)




Tymczasem uciekam. Muszę się wyspać. Czeka mnie ciężki tydzień.
Penelopa :)

niedziela, 7 stycznia 2018

Jak zostałam Penelopą...

Nie wiedziałam od czego zacząć, po tak długim okresie milczenia.
Co by nie mówić, wyszłam z wprawy w temacie prowadzenia bloga i kiedy zastanawiałam się jakim tematem rozpocząć ten mój nowy etap, to wszystkie wydawały mi się jakieś nie na miejscu. 
-nooo, tak to ja nie ruszę z miejsca - myślałam sobie zniechęcona.
I nagle coś mi zaświtało. 
A może by tak zacząć od początku? I już miałam gotowy tytuł posta.
No właśnie, dlaczego właściwie przylgnęło do mnie imię Penelopy?
I pewnie wszystkim nasuwa się gotowa odpowiedź. Odpowiedź nader oczywista:
- Penelopa była żoną Odysa!  Faktycznie, mój ukochany pływa po morzach i oceanach, więc się zgadza. :) Bingo!
Jednak to nie wszystko. To tylko jakby jedna strona medalu. Jest jeszcze druga strona -dotyczy samej Penelopy. Jak wiadomo, Penelopa nie oczekiwała bezczynnie swego obieżyświata. 
Czas rozłąki upływał jej na tkaniu. (Był tam jeszcze motyw zalotników, z powodu których noce spędzała na pruciu swojej pracy...ale pomińmy ten temat 😉)
No więc jak przystało na Penelopę, ja też tkałam gobeliny. 
Znaczy się jestem `Penelopą pełną gębą ;)
Było to bardzo dawno temu. 
Pewnie niektóre z Was co najwyżej były wtedy różowiutkimi, słodkimi brzdącami. Ja dla odmiany miałam wtedy takiego bobasa 😍 - Tomaszka (prawie Telemacha 😉) Dzielnie towarzyszył mamusi w kursie tkactwa artystycznego. Zabierałam go ze sobą na zajęcia do osiedlowego domu kultury. Trzeba przyznać, że był wyjątkowo cierpliwym kursantem. Leżał sobie grzecznie w głębokim wózku i najczęściej równie głęboko spał ...mając jednocześnie wszystko w głębokim poważaniu ;)
Moje pierwsze gobeliny tkałam używając kolejnego morskiego elementu. A był to sizal z zużytych lin okrętowych. 
To jest jedyny gobelin sizalowy, który mi się uchował na pamiątkę.


Dosyć duży. 1,5 m x 1m.
Zrobiłam go kiedyś dla moich rodziców. Teraz zawisł u mnie. 
Podobnej wielkości były pozostałe wcześniejsze sizalowe prace.
Praca nad nimi trwała dosyć długo..ale przecież Penelopa musiała się wykazywać cierpliwością ;) 
Najgorsze były przygotowania materiału. 
Po rozplątaniu, lina zamieniała się w podobne kłębowisko sznurków sizalowych. 


Trzeba było je ufarbować. Na gorąco, w wielkich garnkach. To była prawdziwa droga przez mękę.
Kuchnia zamieniała się w pole bitwy. Najtrudniej było uzyskać kolor, który się oczekiwało. W tamtych czasach (połowa lat 80-tych poprzedniego stulecia) nie było zbyt wielkiego wyboru barwników. Z kilku dostępnych kolorów trzeba było, metodą prób i błędów robić mieszanki, i nigdy do końca ( do momentu wyschnięcia ) nie wiedziałam czy to już ostateczna próba. 
A najgorzej wspominam moje pierwsze eksperymenty, szczególnie przy farbowaniu koloru czerwonego do pierwszego tak dużego projektu (również 1.5m x 1 m) - "zachodu słońca". Porażka za porażką. ;)


Uśmiecham się teraz do wspomnień i do tych pierwszych moich nieporadnych prac o tematyce ... oczywiście morskiej ;)
Zdjęcie zrobione ze slajdu, więc jakość dodatkowo poleciała. Ale pamiątka jest.
Kolejny slajd w kiepskiej jakości, który się uchował to "muszle na piasku" (1.5m x 1m)


Praca z sizalem nie była lekka. Sztywne sznurki trzeba było "rozczochrać", żeby dawały efekt miękkości. Moje dłonie dostawały w kość. ...ale co się nie robi... 

Po jakimś czasie zaczęłam eksperymentować z bawełnianymi ścinkami. Zmieniłam też upodobania co do kolorystyki. Ograniczyłam się do bieli. A bawić się zaczęłam fakturą.

Ten gobelin darzę szczególnym sentymentem. 
Tkałam go nosząc pod swoim sercem maleńką kruszynę. Oczywiście zielonego pojęcia nie miałam czy urodzi mi się córeczka czy chłopiec. W tamtych czasach usg nie było dostępne. Ale marzyła nam się dziewczynka. Wszak synka już mieliśmy 😊
Siedziałam, z wielkim brzuchem, przed ramą z naciągniętymi równiutko nitkami osnowy i jakby grając na strunach harfy, prowadziłam wątek, który naszkicował "jej portret" 😉    (80 cm x 90 cm)


Wszyscy szeptali: "urodzisz artystkę..." ... i urodziłam 😍 - Hanię 
...i na koniec jeszcze niewielkie etiudki. 

50 cm x 50 cm
róg obfitości 50cm x 60 cm

Ufff... i tym sposobem jakoś przebrnęłam przez pierwszy post ...po czasie.
Pozdrawiam Was serdecznie
Wasza Penelopa ;)


poniedziałek, 1 stycznia 2018

Noworoczne dylematy.



...a z Nowym Rokiem męczy mnie pytanie:
 -reaktywować bloga, czy nie reaktywować?

Kto mi pomoże odpowiedzieć na nie???


niedziela, 20 grudnia 2015

Pierniki haftowane

Tak, dla wprowadzenia, choć symbolicznego klimatu świątecznego na moim blogu, pokażę Wam tegoroczną produkcję pierniczków.




I przyznam się, że ta misterna krateczka nie chciała mi wychodzić od razu. Miałam wręcz wrażenie, że w ubiegłym roku szło mi od początku znacznie łatwiej.
Może to wina fizycznej pracy w ogrodzie, która odcisnęła swoje piętno. W końcu gabaryty szpadla i grabi znacznie odbiegają od igły czy pędzelka.
No więc nie obyło się bez nocnych frustracji, kiedy z pokorą musiałam ćwiczyć swoją niecierpliwą rękę. Lukier też nie chciał współpracować. Mimo, że wydawało mi się, że robiłam go identycznie jak w ubiegłym roku, to był jakiś niesforny. Cóż, pozostał mi stary sprawdzony przepis na podobne problemy - metoda prób i błędów. Polecam ją wszystkim. Uczy cierpliwości, pokory i daje mnóstwo radosnej satysfakcji, kiedy w końcu zaczyna wychodzić :)
A z największych dołów wyciągnęły mnie na powierzchnię te pogodne osobniki, których naprodukowałam całą armię.


Z gwiazdkami też się przyjemnie pracowało.




Reniferów też nie mogło zabraknąć ;)



...i już na koniec przedstawię moją autorską ;) kolekcję zimowych rękawiczek. Jak Wam się podoba?


Dopijając kawę w lęborskiej kafejce żegnam się przedświątecznie, życząc wszystkim odwiedzającym moje progi, pięknie przeżytych Świąt Bożego Narodzenia i radosnego kolędowania Maleńkiemu.

Wasza Penelopa :)