niedziela, 24 października 2010

...jakby nigdy nic...

...podejmuję kolejną próbę reaktywacji ;)
Mam nadzieje, że tym razem żadne "licho" mi w tym nie przeszkodzi.
Całe szczęście, że  moja randka z Odysem wypaliła :))  Chociaż i w tym temacie mogłabym ponarzekać ;) , bo widzieliśmy się raptem 21 godzin. Buuu... Smutno nam było z Kasią, że tym razem nie zamustrujemy i nie popłyniemy dalej w świat. Ech, a było już tak blisko. W akcie desperacji byłyśmy nawet zdecydowane zostać blindziarzami.  W takich cywilizowanych portach jak Hamburg przecież nawet nie przeszukują statków przed wyjściem w morze. Spokojnie więc byśmy się gdzieś ukryły...a potem tylko Odys miałby stosy dodatkowych  papierów do wypełnienia, bo biurokracja na statkach w dzisiejszych czasach jak wszędzie jest załamująca. Setki przepisów, procedur .... ale co się nie robi dla Penelopy i Skarbeczka ;)  Przez moment dałyśmy się ponieść fantazji i już wyobrażałyśmy sobie jakie to będzie ekscytujące ;) Tego jeszcze nie przerabiałyśmy! ... zaraz jednak Odys ściągnął nas z obłoków bo trzeźwo zauważył, że przyjechałyśmy zaledwie z jedną małą torbą podróżną ... stosy papierzysk dałby radę wypełnić, stawiłby czoła wszystkim zawiłym procedurom... ale codziennego słuchania, że nie mamy co na siebie włożyć podobno nie dałby rady wytrzymać. Niedowiarek (!) nie chciał nam wierzyć, że jedna para spodni na zmianę wystarczy nam w zupełności na cały rejs. Twardziel z niego, nie dał się przekonać naszym zapewnieniom i słodkim minkom.  Ostatecznie posłusznie opuściłyśmy pokład na 5 min przed manewrami. Nawiasem mówiąc to serca trzeba nie mieć, żeby o 03-ej nad ranem zostawić swoje kobiety na kei a samemu odpłynąć w siną dal do ciepłych krajów.
Jak później się okazało, Neptun zemścił się na kapitańskiej bezduszności, bo w gniewie spienił fale i nieźle tym niegościnnym statkiem wykołysał. No cóż, ma się te układy... ;)
Tymczasem ja wróciłam do Gdyni i trochę czasu upłynęło zanim doszłam do siebie po takim afroncie.

A dzisiaj jakby nigdy nic, próbuję się reaktywować w blogowym świecie i mam nadzieję, że tym raz uda mi się to bez żadnych przeszkód.

Zatem pochwalę się moją produkcją szpitalną, o której już wcześniej wspominałam, ale nie mogłam pokazać zdjęć.
Wyszyłam na szarym płótnie dwa monogramy i dokonałam ich koronacji :)


  ...i bardzo mi się one podobały... do czasu kiedy odwiedziła mnie moja koleżanka Maja i z rozbrajającą szczerością chichrając się w najlepsze, uzmysłowiła mi, że "M" wyszyłam dwoma odcieniami muliny :o  -...a to feler!....
No tak, mam teraz dowód na to jaką jestem ślepotą. I co mam teraz z tym zrobić. Pruć? -o nie! Wyszywać od początku?- najnormalniej nie chce mi się?  Udawać, że tak miało być?... no nie wiem.  Powędrują więc na razie do szuflady. I tak  nie zdecydowałam do końca do czego je miałabym wykorzystać.
Waham się między poduszkami a oprawieniem w ramy. Co mi radzicie?




Poza tym udało mi się zacząć też haft w zupełnie innych klimatach z feerią barw.

 Tyle wyszyłam w szpitalu.
W międzyczasie jednak trochę już przybyło.


Jak się łatwo domyśleć, tematyka jest świąteczna. Nie mogłam się oprzeć urokowi tego wiktoriańskiego obrazka. Jest dosyć dużym projektem i zdaję sobie sprawę jak czasochłonnym. Ale jestem optymistką i mam zamiar zdążyć przed świętami, mimo, że planów mam na ten czas ...bez liku!
 Jak nie dopadnie mnie kolejne jakieś "licho" , pewnie kilka uda mi się zrealizować.
Pożyjemy...zobaczymy ;)

piątek, 1 października 2010

Chyba jeszcze nie jest tak źle...

...jeżeli mimo wszystko nie opuszcza mnie fantazja :)
Mam powody do radości, bo udało mi się dzisiaj uciec z "tropików" ;)
Nie dajcie się zwieść. "Moje tropiki" w tym roku nie mają niestety związku z żadną egzotyką. To po prostu szpitalny oddział chorób tropikalnych. (choć w tropiku niczego nie załapałam) Znowu wylądowałam na przymusowe uprawianie lenistwa. Nie było rady :/
...ale tym razem zabrakło mi pokory i cierpliwości, żeby leżeć spokojnie. Po tygodniu już poczułam się dziwnie zdrowo. Nikt nie mógł tego zrozumieć... a ordynator stwierdził, że jestem klasycznym przypadkiem desymulanta (podobno wśród pacjentów spotyka się symulantów i desymulantów)
Ja po prostu nie miałam innego wyjścia, ponieważ już od ponad miesiąca planowałam mały wypad do Hamburga... na randkę z Odysem ;)) A ja już jak na coś się nakręcę, to żaden szpital nie może stanąć mi na drodze. Więc nie było wyjścia, musiałam się lepiej poczuć :) Nie mogę przepuścić takiej okazji, gdy Odys będzie tak blisko... zaledwie 800km! Chyba bym się sfilcowała na łóżku szpitalnym.
Do końca nie wiedziałam czy mój szalony planik wypali. Przecież jeszcze dzisiaj byłam w szpitalu Ale jak się baba uprze ( na dodatek zakochana hi,hi ), to nie ma rady.
W ekspresowym tempie się spakowałam i już jestem po małej rozgrzewce i kawce u mojej siostrzyczki w Lęborku.
Ekspresowe pakowanie już ukazało swoje uroki. Zapomniałam kabelka od aparatu i nie mogę przerzucić na kompa zdjęć moich szpitalnych wyszywanek, które chciałam pokazać.
Zrobię to po powrocie.

Tymczasem przedstawię Wam wyniki losowania mojego wrześniowego konika. (Właściwie to z jego powodu jest ten wpis) Niestety fotorelacji z losowania również nie będzie z powodu braku w/w kabelka.
Przy okazji ogłaszam, że po przeliczeniu Waszych głosów odnośnie formy losowania zdecydowanie wygrała forma "typowa". A proszę bardzo! :)
A szczęśliwie w moje łapki wpadł dziś los z imieniem ...(proszę o werble) ... z imieniem... lambi
Moja Droga, proszę o przesłanie na mojego maila ( myszasul@gmail.com ) adresu na jaki ma pogalopować z rozwiana grzywą pasiasty konik :)


... i jeszcze trochę prywaty. Jako, że jutro już będę w Hamburgu, a Odys przycumuje dopiero w niedzielę o świcie, mam zamiar jutrzejsze popołudnie wykorzystać i odwiedzić jakieś ciekawe sklepiki. Odwiedzę na pewno w "Europa Pasage"  Idee. Creativmarkt. Czy może znacie jeszcze sklepiki o podobnej branży. Bo ciuchy mnie zupełnie nie interesują. 
Wiem (ze statystyk), że zaglądają do mnie osoby z Hamburga. Może przy tej okazji się ujawnicie i podzielicie się swoją wiedzą i znajomością Hamburga. Proszę tylko, piszcie na mojego maila ( myszasul@gmail.com), bo nie będę miała dostępu do netu, a maila mam w komórce.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i obiecuję, że po powrocie wracam do normalnego życia i ...blogowania. :)

Tymczasem uciekam ...choć tak bardzo mnie korci co tam u Was. Ale to po powrocie sprawdzę. 
Jutro raniutko wyruszam w dalszą drogę
...i już nie mogę się opędzić od piosenki "...ale za to niedziela, ale za to niedziela, ...niedziela będzie dla nas"  :))

poniedziałek, 6 września 2010

Tu na razie jest ...klepisko

...a będzie nasza przystań :)


Życie zbyt szybko biegnie. Lata uciekają ... przyszedł czas na zmiany. Zmiany gruntowne w naszym życiu.
Decyzja zapadła. Przenosimy się na wieś ... na piękne Kaszuby.
Na tym kawałku ziemi chcemy spędzić resztę życia. Już bez pośpiechu... bez rozstań i ciągłej tęsknoty...
Tu Odys niebawem rzuci kotwicę i będziemy wieść spokojne życie, z dala od zgiełku i zawrotnego tempa dzisiejszych czasów. Razem ;)) Cieszę się jak mała dziewczynka.
Kiedy ponad 10 lat temu kupowaliśmy ten kawałek ziemi, trudno było mi sobie wyobrazić, że bez żalu opuszczę Gdynię, moje miasto. Żyłam co prawda ze świadomością przeprowadzki, ale była ona tak odległa. Przekonana byłam,że musimy z nią poczekać do matury Kasi ...a to jakby nie było jeszcze daleka przyszłość. Teraz wiem, że zbyt daleka. Przyśpieszamy więc.
Za dwa lata chcemy osiąść w naszej przystani. To duże wyzwanie. Ale wierzę, że nam się uda :) Czeka nas ogrom pracy... ale jej się nie boimy.
Będzie pięknie :) ... dla mnie właściwie już jest pięknie, bo moje kolejne marzenie :)) nabiera realnych kształtów.
...bo czy to nie są piękne widoki na przyszłość?.. ;)





środa, 1 września 2010

Candy wrześniowe i ...

W moim comiesięcznym candy nastąpiła przerwa... można by rzec wakacyjna, choć wcale wakacyjnego charakteru niestety nie miała.
...ale czas wrócić do dobrych obyczajów... i wraz z nimi do moich comiesięcznych "cukierków". Lubię dotrzymywać słowa, więc jeśli obiecałam ...
 Oto konik... czeka na nowego właściciela, który o niego zadba ;)


 
W moich losowaniach stosowałam trochę nietypowe zasady (patrz..) ... zdecydowana większość osób opowiedziała się za nimi w komentarzach pod tamtym, lutowym postem.
Jednakże trochę czasu minęło i nie wiem czy mam zostać przy tamtym nietypowym systemie losowań, czy stosować to typowe (tzn losować nagrodę jedynie spośród komentarzy pod candowym wpisem)
Zrobię tak, jak będzie chciała większość.
Dlatego proszę o "wrzucanie głosów" poprzez umieszczenie np. na końcu swojego komentarza słowa  "TYPOWE" (co będzie oznaczać, że jesteś za losowaniem tylko spośród komentarzy pod tym postem)   lub "NIETYPOWE" (co będzie oznaczać, że jesteś za dwuetapowym losowaniem tzn spośród komentarzy z całego miesiąca).
Przed losowaniem ( 30 września ) przeliczę głosy i zastosuję wariant za którym opowiada się większość zainteresowanych.
Pozostałe zasady obowiązują bez zmian tzn: chętne osoby do zabawy oprócz wpisania komentarza, proszone są o umiejscowienie zalinkowanego zdjęcia konika w bocznym pasku swojego bloga.

 ... i mam nadzieję, że tym razem nic nie stanie na przeszkodzie i uda mi się zachować ciągłość z miesięcznymi cukieresami do końca tego roku.
    ______________________________________________________________
...i jeszcze zabawy ciąg dalszy ;)
-->
Kaprys, Muszelka i Jolinka zaprosiły mnie do blogowej zabawy, która jak zdążyłam zauważyć rozprzestrzenia się z siłą epidemii ;)
Zasady zabawy:
1-napisz kto Cię zaprosił do zabawy
2-wymień 10 rzeczy które lubisz
3 -zaproś kolejnych 10 osób do zabawy i powiadom je w komentarzach

A co ja lubię???? ;) ...tak wiele haseł się ciśnie... i nie sposób je posegregować pod względem priorytetów...
Wymienię więc tych 10 spośród całego bezliku ;)
 Lubię...
          -dobrych ludzi...
          - uczciwość...
          -proste życie z odrobiną luksusu ;) ...
          -spędzać czas z najbliższymi memu sercu...
          -zasypiać się i budzić przy...
          -chodzić własnymi drogami...
          -śpiewać ...
          -śmiać się...
          -piec ciasteczka i potem je pałaszować ;)
          -marzyć...
          ...
      Ponieważ przystępuję do zabawy  z opóźnieniem a zdążyłam zauważyć, że zabawa jest już bardzo popularna na zaprzyjaźnionych blogach, więc zapraszam do niej wszystkich, którzy chcieliby się podzielić swoimi "ulubionymi"...
Pozdrawiam serdecznie...

piątek, 27 sierpnia 2010

IKEA 2011

Jakiś czas temu dostałam od Ikea propozycję otrzymania i zaopiniowania najnowszego katalogu na rok 2011. W ubiegłym, z podobnej oferty nie skorzystałam, ponieważ bujałam się wówczas po Atlantyku.
Tym razem siedzę w domu na swoich czterech literach... jak przystało na wierną Penelopę i od miesiąca wyglądam Odysa, który znowu wyruszył na swoje Oceany. Jeszcze mi przyjdzie trochę wyglądać :( ...
Samotne wieczory trzeba czymś zapełnić... zalotnicy jakoś nie pchają się drzwiami ani oknami...więc czemu by jeden wieczór nie spędzić w krainie Ikei ;)
Rozmiar katalogu XXL jakoś bardziej urealnia wszystkie zdjęcia.
Sympatycznym akcentem dla mnie jest z pewnością spersonalizowana okładka.


 Mała rzecz, a cieszy ;)
Co prawda z lekka się zdziwiłam po rozpakowaniu przesyłki, ponieważ zdjęcie miało być jedno. Dokładnie to:


Tymczasem ktoś chyba chciał przedobrzyć ;) i wkręcił się jeszcze na okładkę Kasiny regał. Cóż... jakoś przeżyję ... Przecież tak naprawdę nie okładka jest tu najważniejsza, a to co za tą okładką się kryje - czyli Świat w/g IKEI, a w nim mnóstwo propozycji na urządzenie naszych wnętrz.
Oferta jest tak bogata, iż jestem przekonana, że każdy znajdzie coś dla siebie, jeżeli nawet nie gustuje w tych typowych dla IKEI klimatach.
Podoba mi się bogactwo aranżacji  wnętrz meblami i drobniejszymi akcesoriami tej marki. Ich propozycje jak nigdzie chyba indziej są podane tak po domowemu. Miło się to ogląda. Ma się wrażenie, że są to prawdziwe mieszkania, w których toczy się życie ...całkiem wygodne i przyjemne ;)
Przeglądając te wnętrza aż kusi, żeby znaleźć się w nich, wtulić w miękką sofę i się odprężyć.
...a jeśli o sofie mowa, wybrałabym taką:

Sprawia wrażenie niezwykle wygodnej.

 Z szerokiej gamy mebli wpadły mi w oko te, z litego drewna


Z pewnością znalazłabym u siebie miejsce dla paru mebelków z tej serii, chociażby w pracowni.

Przewracając kolejne kartki doszłam do działu KUCHNI
 -aranżacje tego pomieszczenia, jakby nie było serca domu, zawsze mi się podobały. I tym razem się nie zawiodłam.


Propozycje najnowszego katalogu są na tyle różnorodne, że chyba każdy mógłby znaleźć coś do swojej kuchni. Od małej kawalerki,  po całkiem spore metraże.
Znajdziemy tu rozwiązania, które w logiczny sposób porządkują wszystko, wykorzystują każdy zakątek (szczególnie ważne w małych mieszkaniach) przez co z pewnością ułatwiają pichcenie. A jednocześnie jest miło i przytulnie. To musi się podobać.
Kolejnym pomieszczeniem (zaraz po kuchni), które przykuwa moją uwagę jest SYPIALNIA. I w tym temacie możemy znaleźć wiele inspiracji. Chociażby taka propozycja:


Duet bieli z brązami uważam za bardzo udany. Zważywszy na porę, z chęcią wśliznęłabym się do tego łóżka, by przenieść się w krainę Morfeusza... ;)
Tymczasem przewracam kolejne kartki i trafiam do garderoby. Marzy mi się taka...


...koniecznie duża, z wypasionymi i super zorganizowanymi szafami, gdzie wszystko jest na swoim miejscu i w zasięgu ręki.

I jeszcze muszę koniecznie wspomnieć o dziale tzw organizerów. Pudeł, pudełeczek, koszy, praktycznych pojemników, segregatorów, sprytnych szufladek, które tak ułatwiają życie i trzymanie porządku.
Dla mnie są nieocenione... przede wszystkim w pracowni. To one tak bardzo ułatwiają mi poruszanie się po moich niezmierzonych bogactwach wszelkich przydasiów: szmatek, guzików, koralików, szkiełek, koronek, niteczek, wykrojów, papierków, serwetek, pędzelków, farb, przeróżnych preparatów...(długo by jeszcze wymieniać) Za każdym razem kiedy odwiedzam salon Ikei kuszę się na kolejne tzw "organizery". Chyba jestem od nich uzależniona. I pewnie przy najbliższej okazji nie odmówię sobie kolejnych, tak praktycznych nabytków, chociażby z tej strony najnowszego katalogu.


Nie pozostaje więc mi nic innego jak wybrać się w najbliższym czasie do IKEI ;)

Tymczasem pozdrawiam wszystkich moich gości serdecznie.

piątek, 20 sierpnia 2010

A latka lecą...

...no właśnie, jak ten czas szybko leci. Dzień za dniem ... miesiąc za miesiącem... rok za rokiem.
No, nie chce mi się wierzyć, że dzisiaj stuknął mi kolejny. Tym razem to nie żarty. A co tam, przyznam się bez bicia. To ostatni z czwórką z przodu. Upppss.
Uśmiecham się jednak kokieteryjnie do nieubłaganego kalendarza, bo ostatnio doszły mnie słuchy, że tak naprawdę to życie zaczyna się na dobre dopiero po pięćdziesiątce ;))
No patrzcie ... a ja przez ostatnią dekadę byłam przekonana, że po czterdziestce. Widocznie z niewiarygodnego źródła korzystałam  ;)
...więc trzy dni będę trzeźwiała... bo przede mną sztafeta. Dziś urodziny. Jutro rocznica ślubu (28!) , a pojutrze imieniny.  Przyznacie, że jestem bardzo praktyczna :) ... Raz a dobrze!
Zmykam więc, przygotowywać się do jutrzejszego najazdu na moje domostwo ;)
 Aaaa, jeszcze o czymś bym zapomniała. Pani Milena :)  ta, co to "nie szkoda jej czasu", z pretensjami do mnie  wyjechała, że się nie chwalę.  Ze mną jak z dzieckiem. Proszę bardzo moja droga ;) I w tym momencie przeistaczam się w chwalipiętę. ... bo w gazecie o mnie napisali :o , a dokładnie o mojej internetowej Galerii "Penelopia"  ...a przyznam, że dla mnie, szarej Myszki to nie chleb powszedni ... więc ten fakt, że w gąszczu internetowych galerii z rękodziełem moja skromna została zauważona, sprawił mi nie lada niespodziankę.




...i teraz już naprawdę zmykam robić wiraże . A w poniedziałek,  niech się wali i pali, a ja zasiądę z ziółkami przed komputerem by w końcu zacząć nadrabiać zaległości blogowe. Stęskniłam się już i czuję się nieswojo nie wiedząc co u Was słychać.

środa, 18 sierpnia 2010

Wróciłam...

... bynajmniej nie z wysp Bahama, o co podejrzewali mnie co niektórzy ;) ...może kiedyś...
Nie pławiłam się nawet w, łaskawych tego lata, promieniach słońca na naszych plażach. Mimo, że mam do nich przysłowiowy rzut beretem.
...więc co porabiałam? -a leniłam się bite 2 tygodnie ( jak przystało na porządny urlop -hłe,hłe) na szpitalnym łóżku. Mimo usilnych starań nie udało mi się wykręcić od tego aresztu. Oczywiście zabrałam jakieś wyszywanko krzyżykowe (mój niezbędnik w takich przybytkach), ale za wiele nie poszalałam. Rączki miałam zajęte prawie na okrągło kroplówkami :// Z resztą, nawet kiedy przemiłe "piguły" mnie uwalniały, to robota w rękach wcale mi się nie paliła. Normalnie jakby ktoś mi prąd wyłączył albo bateryjki wyjął z pewnego miejsca ;) ... no nic mi się nie chciało :/
Ale dosyć tego lenistwa. Nie pierwszy to raz się "posypałam", a teraz pozbierać się trzeba do kupy ;)
Otrzepuję więc swoje oklapnięte piórka i wracam... :))

A oto obiecany Kasiny pachwork.


 Zdecydowałam, że mogę uznać go za ukończony... choć z chęcią posiedziałabym jeszcze przy nim "trochę" doszywając kolejne ozdobniki. Przyznaję, wciągnęła mnie ta zabawa na całego i sprawia mi ogromną frajdę zszywanie tych szmatek, mimo, że jest to niezwykle czasochłonne zajęcie. Oj, namachałam się igiełką jak chyba jeszcze nigdy :o
I w końcu  mogę odhaczyć z mojej pękatej listy, ręcznie uszyty pachwork, który długo czekał na realizację.
A wszystko przez "Skrawki życia" -romans z Wininą Ryder ( oryg. "How to Make an American Quilt" 1995 )



Film, jak można się domyśleć o miłości :) . Typowy babski i chyba nawet żadna rewelacja, choć zdjęcia są naprawdę piękne i muzyka całkiem miła dla ucha.  Zapadł mi głęboko w pamięci, wprost mnie zmagnetyzował. Zakochałam się  ;) w .... babci głównej bohaterki i jej przyjaciółkach których pasją było szycie patchworków. Jak zaczarowana oglądałam sceny szycia niezwykłej narzuty, której motywem przewodnim są historie miłosne tych starszych pań.
...no i przepadłam z kretesem . Lata mijały, ale apetyt na zmierzenie się z tematem ręcznie szytego pachworku nie minął, choć już zaczęłam powątpiewać czy kiedykolwiek uda mi się zrealizować to marzenie.
A jednak spełniło się :))








Narzuta jest mięciutka i z pewnością przyda się również na jesienne chłody. Między warstwami wierzchnią i spodnią wyścieliłam cienką warstwę otuliny. Pikowałam oczywiście ręcznie.


Patchwork wylądował na łóżku mojej Małej Księżniczki ;)


 Obawy, że dorastająca panienka niekoniecznie zaakceptuje takie infantylne motywy, okazały się zupełnie niepotrzebne. Kasia jest zachwycona :)))


...a ja już mam pomysł na kolejny pachwork, taki bardzo wyjątkowy, osobisty. Zainspirowana filmem chciałabym zszywanymi skrawkami materiału opowiedzieć swoją historię miłosną. Szeroko się uśmiecham już do samego projektu :)  ...ale nie będę się z nim śpieszyła. Przeznaczę na niego kilka lat ...bo mam pewien plan... ale cicho sza! ;)

Tymczasem pozdrawiam wszystkich odwiedzających mój wirtualny zakątek serdecznie i cieplutko.
W najbliższych dniach mam nadzieję uporać się z zaległościami korespondencyjnymi, również blogowymi...